Wydarzenia opinie komentarze

_________________________________________________________________________-

Echo tamtych dni – wyzwolenie Cytadeli Poznańskiej – 66 rocznica

Budzę się i leniwie wyciągam – dziś niedziela, nigdzie się nie spieszę, o jak dobrze, powoli podchodzę do okna, przecieram oczy – która to godzina, a jeszcze można wrócić do łóżka, za oknami szaro-buro i ponuro, gdzieniegdzie leży jeszcze i topi się mokry śnieg, zdecydowanie nie chce mi się wyjść z pod kołdry, a tu cały dom szykuje się na wojenną wyprawę. – Wstawaj, bo się spóźnimy i czołg wyjedzie za nim wstaniesz. – Jaki czołg, o matulu droga – to on jeszcze jeździ. – Jeździ, jeździ – dziś wyjedzie specjalnie żebyś mu zrobiła zdjęcia. – Sądziłam, że to kupa złomu w muzeum pod chmurką. – Naprawili go i wyjeżdża jak duch, żeby rozprostować gąsienice.

Nie wiem czy warto było przemoczyć buty i nogi po nogawki spodni – to jest po kostki, okaże w najbliższych dniach.

Dobrze, że mamy tylko inscenizację, a ja mam wybór, czy iść na plac bojowy, czy nie iść i wrócić pod kołdrę. A niech tam, dla dobra tych co wojny nie widzieli na „żywo”. Wybrałam się tam, ale wyłącznie z aparatem fotograficznym, bez karabinu, topiąc w kałużach i grzęznąc w mokrym listowiu, pozostałościach lata.  Chlup, chlup – pstryk, pstryk, zbliżenie – o Niemcy, o Armia Czerwona, ooo , ale motor, no nie mogę – oni na prawdę strzelają. Ależ widok. Nad cytadelą poznańską rozlega się hałas – strzelają;  moździerze, karabiny maszynowe i czołg jedzie i robi najwięcej hałasu. Gdyby nie trochę ciekawskiej widowni w czapkach, szalikach i z aparatami, gdyby nie współczesna brygada „antyterrorystyczna” z napisem „ochrona Solid”, bym pomyślała, że przeniosłam się w czasie i jestem na wojnie – Polsko – Niemiecko – Ruskiej. A , i aliantów nie zabrakło.   Mamo, zejdź z linii ognia – krzyczą. – To nie ogień, tylko atrapa. – No dobra, na wszelki wypadek, usuwam się w bezpieczne miejsce.

Jak ja bym teraz nie chciała, żeby nastąpił jakiś przeskok w czasie; splątanie czasoprzestrzeni, powrót do przeszłości czy coś w tym rodzaju, żywcem z filmów science fiction. To nie wyobrażalne, że ta ziemia na której teraz sobie stoję, rozglądając się za miejscem najsuchszym dla i tak przemoczonych butów, spoglądam, całkowicie pozbawiona emocji, na nadjeżdżający czołg, który pruje wprost w moim kierunku, na strzelców za drzewami, na żołnierzy w niemieckich mundurach. Ziemia na której teraz stoję, miejsce do którego wracam, raz po raz,  jeszcze 66 lat temu było piekłem. Kiedy trwa wojna; z ludzi, na co dzień filozofów, pisarzy, lekarzy i szewców, robią się dzikie bestie. Każdy chce przetrwać, każdy przeżyć i chyba nie chodzi wtedy o to, kto wygra, a kto przegra. Tam na placu boju, pośród zapachu krwi wymieszanej z białym śniegiem i instynktem przetrwania, liczy się tylko jedno – za wszelką cenę – przeżyć, wyjść cało, wrócić do domu, do matki, do żony.  Tak jak kiedyś pisałam; żal mi wszystkich młodych chłopców, którzy tam wtedy zginęli, walcząc i tracąc  młode życie, w służbie cudzych interesów. Cytadela poznańska jest cmentarzem, tyle że bez nagrobków. To się czuje tam spacerując w nawet najpiękniejszy dzień lata, snując po kwitnących łąkach i zielonych alejkach.

Trochę historii i astrologii. Wojna to przeważnie zasługa Plutona i Marsa. Wystarczy, że „niebiański system” zaskoczy w konkretny trybik zegara astro i mamy pośród ludzi oczywistą kontrolę przyrostu naturalnego – na sposób ludzki. Zamiast kłów i pazurów, zamiast zagryzania najsłabszych osobników, co jakiś czas; serią z karabinu maszynowego i bombą.  Wybuchają wojny, albo pojawiają się kryzysy; wzrost cen, podwyższenie wieku emerytalnego, likwidacja funduszy, podwyżka cen leków i koniec refundacji. Czy kto widział, żeby ranna „łania”, czy „stary tygrys” – ruszały do boju.

No ale dość , tej współczesnego biadolenia i polityki, pora na lekcję „Plutoniczno-Marsowej” historii.

1 września 1939 roku, o godzinie 4.45. atakiem na Pocztę Polską w Gdańsku, rozpoczęła się wojna, która przeszła do historii pod wielce wymowną nazwą – II wojna światowa.

Spoglądając na wykres astrologiczny, nie trzeba aż tak głęboko i profesjonalnie drążyć jego aspektów, żeby dostrzec w nim, słynną opozycję Plutona ( śmierć zniszczenie, siła wyższa, terror, transformacja, zniszczenie) do Marsa ( bóg wojny, atak, obrona, gwałt). Te dwie archetypowe siły ustawiły się do siebie w opozycji. Hitler rozpoczął wtedy wojnę, a tak na prawdę, rozpoczął się wielki karmiczny cykl w dziejach świata i Europy – odwieczne prawo kosmosu i natury. I nie warto zadawać pytań; dlaczego, gdzie był bóg i czy istnieją anioły. Bo żyjemy w pewnym systemie, którym rządzą twarde reguły, a bogi i anioły stoją na jego straży.

Oprócz zwrócenia uwagi, na zmagania się Marsa z Plutonem, warto zauważyć, że w horoskopie brak zrównoważonych mocy żywiołów. Wszystkie planety na „niebie” i ich aspekty skumulowały się w żywiołach; ziemi i ognia. Brak równowagi w niebie, zawsze oznacza wyrok dla ziemi. Bo jak w niebie, tak i na ziemi.

A co było potem.

Kończy się wojna. Żołnierze radzieccy, polscy i alianci, dzielnie pokonują przeciwnika. Europa wyludnia się, przyrost naturalny spadł, staruszkowie, chorzy i niewygodne grupy społeczne które skupiały władzę i pieniądze w jednych rękach, zostały prawie starte z powierzchni ziemi.  Nastała pora na koniec wojny i zwycięstwo dobrego nad złym; szewc zdejmie mundur, odłoży bagnet, karabin i wróci do swojego warsztatu naprawiać buty; lekarz ponownie zacznie leczyć, a nie zabijać; filozof i pisarz, opisze piekło wojny ku przestrodze potomnych; a żołnierz zawodowy wróci do koszar i zacznie walkę o nowy ustrój.

Poznań w 1945 roku, 23 lutego. CYTADELA

Przez niemal miesiąc na początku 1945 roku Cytadela była głównym punktem oporu kilkudziesięciotysięcznej załogi niemieckiej Festung Posen (z zestawień stanów osobowych Cytadeli zachowanych w Bundesarchiw wynika, że w lutym 1945 r. Poznania i Cytadeli broniło ok. 13-14 tys. żołnierzy, wśród nich wiele jednostek całkowicie nieprzydatnych do walki). Niemcy przygotowali fort doraźnie do obrony – ustawiono pola minowe, wykopano okopy i wykonano liczne stanowiska strzeleckie na wałach i w grobowcach na cmentarzach. Jej zdobycie przez Armię Czerwoną pochłonęło życie tysięcy żołnierzy radzieckich i ok. 100 Polaków, którzy również brali udział w szturmie w liczbie ok. 1800 – po części ochotniczo, po części przymusowo, zwerbowani przez Rosjan. Ochotników Rosjanie od razu włączyli do swoich grup szturmowych. Gros cywilów skierowano do prac saperskich. Wielu Polaków wykazywało ogromne bohaterstwo i poświęcenie, ponieważ przeprawę na fosie głównej budowano pod bezpośrednim ogniem broni maszynowej. 

22 lutego ok. godz. 20 Rosjanie położyli na Cytadelę ogień przed głównym szturmem. A potem ruszył atak. Walki trwały całą noc. Przez most i pochylnię zbudowanymi w fosie rozpoczęło się wprowadzanie na teren fortu dużych ilości ciężkiego sprzętu, w tym czołgów i dział samobieżnych. Na północy przez bramę Polną nadciągały coraz większe siły radzieckie, spychając Niemców w stronę rawelinu IV. Widząc beznadziejność sytuacji, około godziny 1 dowódca Twierdzy Poznań, gen. Ernst Gonell, postanowił poddać fort i wysłał w kierunku Rosjan jako emisariusza swojego adiutanta. Na stronę rosyjską dostał się on dopiero godzinę później, lecz w tym samym czasie rozpoczęło się już kolejne przygotowanie artyleryjskie. Odgłosy eksplozji Gonell uznał za odrzucenie propozycji kapitulacji i popełnił w schronie sanitarnym samobójstwo. Więcej tutaj 

Byłam na wojnie i wszystko widziałam, więc wiem, o czym napisałam.

„Kto wie czy było tak ….”

Galeria „wojenna”

I, koniec wojny

Reklamy