„Istnieją dwie dźwignie, za pomocą których można poruszać ludźmi ; obawa i interes.
(Napoleon Bonaparte)


Ponad 750 tys dzieci może w najbliższym czasie umrzeć w Somali śmiercią głodową. Czytam dziś na głównej stronie w Onecie.pl.

Śmierć z głodu. Jelita kurczą się i skręcają, a człowiek cierpi męczarnie, jakby mu kto żywcem wnętrzności wyrywał.
Nie trzeba szukać diabłów pod ziemią, czy gdzieś w jakimś metafizycznym piekle. Wszystkie diabły mieszkają tutaj. Co prawda piekło, piekłu nie równe, bo bogacz ma inne „piekło” i biedak inne, ale wszystkie one podszyte są tym samym uczuciem. Lękiem przed nieoczekiwanym złym fatum. Przed bólem, przed ludzką ignorancją i pogardą, nieuleczalną chorobą, ubóstwem, a w konsekwencji tego, cierpieniem.

Strach, jak i wolę przetrwania, zaprogramowaną mamy w genach na całe życie. Dlatego tak trudno jest się nam poddać i tak łatwo nami manipulować.

Strach, to nasza smycz i obroża. Od czasu do czasu, wszystkich, dopada świadomość własnej bezbronności.

Nawet najwięksi bogacze, nie pozostają wolni od strachu. Mogą przecież zapaść na nieuleczalną chorobę, może ich przejechać samochód, mogą zginąć w katastrofie samolotu, albo spaść z konia ze swojej stajni i do końca patrzeć w sufit z rurką w gardle i cewnikiem w majtkach.

/POLECAM LEKTURĘ / (…)W czasach, gdy poganie urządzali swe święta, arcykapłan cieszył się wielką pozycją w kulcie. Był prawdopodobnie wodzem plemiennym lub druidem. Najpewniej każdy znał jego tożsamość, choć podczas rytuału przyjmował postać rogatego boga, który zjawiał się na ziemi. Oddawano mu cześć i niewykluczone, że miał pierwszeństwo przed arcykapłanką.

Odnoszę wrażenie, że gdy w kulcie doszli do głosu ludzie z innych ras, jego miejsce zajmował nieznany, zamaskowany mężczyzna, przypuszczalnie normański możnowładca lub miejscowy duchowny w t jemnicy strzegący kultu.

Lilith

Jest wielce prawdopodobne, że zgodnie z uzgodnieniami na jednych spotkaniach funkcję arcykapłana pełnił zamaskowany przybysz ( Czytaj również Mgły Avalonu), którego dla wygody będę określał mianem diabła, a na innych był nim wódz plemienny. Wydaje się, że zależało to od miejscowych ustaleń. Wkrótce jednak okazało się, że niewtajemniczona część kongregacji, złożona z rolników, rybaków i im podobnych,była tak zachwycona owym nieznanym przybyszem, że wcielał się w niego również wódz plemienny. Kościół na- zwał go diabłem. Nazwa ta zaczęła obowiązywać nawet członków kultu.

Kiedy spytałem czarownice: „Jak rozpoznacie tego tajemniczego mężczyznę, jeśli pojawi się wśród was?”, usłyszałem, że same z tego żartują.

ZAWIESZONY, karta XII ( Neptun i Ryby)

Poeta, mistyk, bloger, a może posiadacz konta na NK albo fejsbuku ?

Niespełniony artysta-ka.

Jaki sens jest w prowadzeniu bloga kopiowanego i przepisywanego z innych stron, książek i cudzych myśli?

Wisielczy?

Można to nazwać pozytywnym spamowaniem, również.

Główny powód takiego blogowania ?

Przeważnie osamotnienie, problemy, choroba potrzeba przekierowania uwagi, niezrealizowany geniusz i statystyki świadczące o tym, że iluzja bycia nie samym ze swoją głową, ma się bardzo dobrze. Stąd mamy na takich stronach z wierszami i cytatami całkiem niezłej wielkości liczniki skrupulatnie odmierzające liczbę „wyświetlań” i sporą ilość mrugających animacji. Sama też od tego zaczynałam i kto wie czy tak nie skończę : )

Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć dlaczego statystki lepiej się mają gdy kopiujemy cudze znane już wszystkim słowa klasyki niż twórczość własną ?

Takie powielanie cudzych myśli służy nie tylko zaspokajaniu, niezaspokojonych ambicji blogującego samotnika, ale przyczynia się do rozprowadzania w sieci wielu wartościowych i poszukiwanych treści, jak choćby wierszy wielu dobrych poetów.

Blogger „kopista” zawieszony pomiędzy swoim „być albo nie być”, niespełniony twórca, poeta, pisarz, albo mistyk. pozostaje w służbie wielkich; poetów, pisarzy i wszelkiej maści artystów odwala kawał naprawdę dobrej roboty, albo rezygnuje i przenosi się na Facebooka.

Tarot Durer

W realu najczęściej samotny mało sympatyczny gość z dużymi ambicjami z jakiś względów odizolowany, niezrealizowany trwa w zawieszeniu albo w dłuższym kryzysie życiowym.

Dziś kopiuje wyłącznie już cudze pomysły i pławi się wyłącznie w cudzych opiniach.  Tak, czy nie ? Tak. Choć nie na zawsze.
Ale najsmutniejsze jest to, że prawie każdy artysta i ten spełniony, ceniony i znany i ten całkiem nie spełniony i nie znany, najpierw cierpią, a dopiero potem stwarzają dzieło życia.

No z małymi wyjątkami, może z jeden procent tego uniknął?

I co z nimi dalej? Jaki ich los dosięga, na tej gałęzi stanu pośredniego zawieszenia pomiędzy światami; narodzin i śmierci, dojrzewania i skonania ?