Matki Bożej Gromnicznej pogańskim świętem?

Jedno święto – wiele różnych nazw.

Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka –  zwykło się mawiać i jest w tym sporo prawdy. Sabaty ku czci starych bogów i święta z okazji nowych,  raz kiedyś ustanowione, zaledwie zmieniają nazwy, ale nigdy nie umierają na zawsze i nie odchodzą w niepamięć. Podejrzewam, że wiele z obecnie obchodzonych świąt o bardziej zagmatwanej historii ginącej w mrokach – bardziej wyobraźni niż wiedzy historycznej, może pochodzi z czasów  tak zamierzchłych, że nasza cywilizacja nie jest wstanie poradzić sobie z odtworzeniem ich pierwotnych funkcji. Wszystko co niewytłumaczalne w historii i przedpotopowe, znajduje  swoje miejsce pomiędzy; bytem, a niebytem, w fazie przejściowej ( nie ma gdzie tego przyporządkować) zanim nauka nie poradzi sobie ze „świętym zjawiskiem religijnym” przodków, o których wie bardzo niewiele.  Obchodzenie świąt i sabatów, ma swoje źródło zarówno w kulturze poszczególnych narodów, jak i w ziemskim klimacie. I tak oto,  staro pogańskie europejskie obyczaje nie mają zastosowania,  zmierzając w kierunki Azji, czy Afryki, i na odwrót.

Oczywiście, święta , obrzędy, wierzenia i rytuały z różnych najbardziej odległych zakątków – tak jak i ludzie wędrują i emigrują na tereny sobie obce i asymilują się czasem do nowych potrzeb i mieszają z sobą –  jak groch z kapustą.

Weźmy taki buddyzm, filozofia przypominająca religię, uprawiana w klimatach, gdzie lato trwa praktycznie na okrągło. Klasztory buddyjskie uczą prostoty, medytacji i wyrzeczenia się. Łatwo w takich warunkach usiąść „nagim i bezdomnym” w cieniu drzewa bodhi, zapaść w błogi trans i medytować. W tropikach łatwiej znosić  post, bo jeść się nie chce, a senny gorący i wilgotny klimat nie skłania do nadmiernej aktywności. Gorzej gdyby to w naszym klimacie nakazano nam  – odziać się w pomarańczowe prześcieradło, usiąść zimą pod dębem i medytować o wyższej świadomości. O, to byłoby dopiero wyczyn godny mistrza  – medytować  i tak zapanować nad ciałem, żeby nie zamarznąć !

My chrześcijanie, czy poganie, mamy swoje  święta i sabaty, wsparte cyklami pór roku; od chłodu i mrozu, do wiosny, lata i jesieni. Które nie przez przypadek „uprawiamy” w zbliżonych do siebie szerokościach geograficznych.

Dwie kartki z kalendarza 

W  dniu 1-2 lutego, czyli w około miesiąc od Bożego Narodzenia, a wiccańskiego Yule, obchodzimy staro-celtyckie święto zwane Imbolc i z nadzieją wyczekujemy, że może zima skończy się wcześniej, a nie później. Dni stają się dłuższe, czas biegnie w kierunku wiosennego przesilenia i lata. Kiedyś mawiało się; byle do nowego roku, albo, na nowy rok jak na barani skok, już dnia przybywa.

Zima jeszcze trwa w najlepsze, wyjątkowo sroga i coraz sroższa, a w kalendarzu – sabat Imbolc, staro-celtyckie święto. Dawniej był to czas w którym ludzie wnikliwiej wypatrywali zwiastunów końca zimy. Pilnie obserwując otaczającą ich przyrodę. Nie dawali się zwieść telewizyjnym prognozom pogody, bo ich nie było. Stare i doświadczone wiedźmy, kapłanki i druidzi zawsze w kontakcie z żywą przyrodą, uczyli się w niej rozpoznawać naturę bogów i ludzi. Pomimo, że na dworze aura zimowa – w lasach, na łąkach w rzekach i w maleńkich fragmentach odłamanych gałązek z drzewa, można było już dostrzec nadchodzącą wiosnę. Dlatego ten czas kojarzony był z dojrzewaniem Rogatego Boga przyrody, tego samego chłopca, który urodził się z bogini dziewicy w noc zimowego przesilenia Yule.

Zerkając do tarota, można by po-spekulować, która to z kart mogłaby symbolizować dzisiejszy sabat – Imbolc.  Może to karta Kapłanki … z jej wewnętrzną mądrością; trwającą w wahaniu pomiędzy zimą, a przedwiośniem. Czy może karta Gwiazdy … związana ze znakiem niezależnego Wodnika, a niosąca nadzieję na lepsze i wiosenne jutro, po nocy z karty Księżyca …  A w runach – czy może runa Hagalaz. Co prawda runa symbolizuje sobą lód i grad, ale i powolną ewolucję, wzrost i przemianę. Astrologicznie – Imbolc przypada na okres panowania znaku Wodnika, znanego ze swej spontaniczności i zamiłowania do wolności – czyli; od nieoczekiwanej wiosny, kwiatuszka pośród śniegu i lodu, po zimę z wiatrem szalejącym i śnieżną zamiecią.

W raz z nastaniem chrześcijaństwa w miejsce Imbolc, podobnie jak w przypadku innych świąt pogańskich  i przedchrześcijańskich; Samhain – obecne Wszystkich Świętych, Youle – Boże Narodzenie, trochę pozmieniano szczegóły, poprzesuwano daty ( o jeden dzień) Dziś zamiast Imbolc, obchodzi się 2 lutego, czyli nieco później,  święto Ofiarowania Pańskiego, związane z oczyszczeniem Maryi panny, w 40 dzień od narodzenia syna Jezusa.

Zarówno Imbolc zwane również Candlemas , jak i Dzień Świętej Brigidy i Matki Bożej Gromnicznej, służą ogólnie mówiąc temu samemu rytuałowi oczyszczenia i odrodzenia matki, po porodzie. Podczas pogańskiego święta młody rogaty Bóg Przyrody i Bogini w aspekcie dziewicy, wychodzą z podziemia, i z nadzieją oczekują nadejścia wiosny. Bogini na nowo odzyskuje siły po porodzie, a jej ciało, tak jak i ziemia ponownie stają się płodne.

Wszystkie czarownice świętują ten dzień poprzez rytuały związane z ogniem, celebrując tym samym odradzanie się słońca, którego siła wzrasta z każdym dniem i przybliża nas do wiosny.

To dobry okres na planowanie nowych przedsięwzięć, tak zwane symboliczne wyjście z „podziemi” i początek realizacji nowych projektów.  Można w tym czasie od 1 lutego, przez cały miesiąc w blasku świec bardzo konkretnie wizualizować swoje marzenia i postanowienia. Poszukać podpowiedzi w tarocie, astrologii, runach czy innych kartach służących dywinacji.

Nie dawne przesilenie zimowe  symbolicznie kojarzone jest w tradycji Wicca z siłowaniem się dwóch króli. Walka rozgrywa się pomiędzy wiosennym Królem Dębu, a zimowym Królem Ostrokrzewu. Obydwaj królowie zmagają się o panowanie nad konkretną porą roku. W noc zimowego przesilenia wygrywa Król Ostrokrzewu, ale zostaje mocno zraniony, więc jego siły będą odtąd słabły z każdym dniem, aż do nastania równonocy wiosennej. Podczas sabatu Imbolc, moc Króla Ostrokrzewu jest już mocno osłabiona.

Zarówno Rogaty Bóg zrodzony z dziewicy, jak i chrześcijański Jezus zrodzony z Maryi dziewicy, zostają potem złożeni w ofierze.

Imbolc jest świętem ognia I jak w prawie każdym pogańskim sabacie, ogień spełnia w nim wyjątkową rolę. Imbolc obchodzone jest na cześć odradzającego się Słońca i powracającego życia. W Irlandii wieśniacy świętowali tegoż dnia narodziny pierwszych jagniąt i początek laktacji owiec.

 Święta Brygida i bogini Brigit

 Czas Imboc, to sabat poświęcony  pogańskiej bogini płodności Brigit,  a wraz z nastaniem chrześcijaństwa, przekierowany został na kult świętej Brygidy.  Tradycja celtycka nakazuje aby tego dnia palić świece, najlepiej we wszystkich pomieszczeniach. W kościele chrześcijańskim zapala się gromnice i płonące światło przynosi do domu.

Według zapisków historycznych Brigit , a późniejsza Święta Brygida, zanim nawróciła się na chrześcijaństwo, była ban-drui, kobietą druidem. Urodziła się około 455 roku we Faughart w hrabstwie Down, jej ojcem był uczony druid o imieniu Dubhtach. Ponoć od chwili narodzin Birigit karmiono cudownym mlekiem od krów z Zaświata. Potem nawróciła się na chrześcijaństwo i założyła zgromadzenie zakonne w Drumeree,  wzorowane na symbolice druidycznej – w cieniu wysokiego dębu, tak zwany „Dębowy kościół”. Brygida zmarła tam w roku 525.

Pierwszy żywot świętej opisał w roku 650, niejaki Cogitosus – Vitae Brigitae. Niestety bardzo mocno myli on, wyniesioną do roli świętej zmarłą kapłankę z celtycką irlandzką boginią płodności jaką była Brigit.  Oczywiście dzień świętej Brygidy wchłonął poprzednie Imbolc, znane także jako Oimelg, co znaczy dosłownie – poród. Owo pierwotne Imbolc obchodzono z 31 stycznia na 1 lutego zgodnie z tradycją celtycką odmierzania dni , od nocy do nocy. Święto związane było z mlecznością owiec i było związane z płodnością i wzrostem jaki następował na wsi po okresie zastoju.

Bogini Brigit, co znaczy „wyniesiona”, była córką boga Dagdy i opiekunką uzdrowicieli, artystów, poetów i rzemieślników. Jej dobre wróżby i spełniające się życzenia były dobrze znane. Spora część mocy bogini przeszła potem do kultu świętej Brygidy.

Ponoć matka świętej Brygidy, była niewolnicą Dubhtacha i była przez niego odsprzedana druidowi. Podanie z ósmego wieku głosi, że ów druid, Maithghen po odgłosach rydwanu w którym jechała matka świętej  – rozpoznał , że nosi ona w łonie cudowne dziecko. Podobnie jak według tego samego podania Brygida urodziła się w momencie gdy jej matka o wschodzie słońca przynosiła mleko do domu druida, stojąc jedną nogą przed domem, a drugą w za progiem wewnątrz domu. Czyli cudowne dziecko urodziło się – ani w domu, ani poza domem. Motyw , ani tu, anie tam, często pojawia się w mitologii celtyckiej. Przypomina to symboliczną interpretacji tarotowej Kapłanki, która nie jest; ani dobra, ani zła, mądra, czy głupia, oświecona, czy ciemna . itd. Czyli;  „ani taka, ani siaka” , wszystko co z niej zrodzone może dopiero stać się syntezą – bogini płodnej Cesarzowej z tarota ( kolejna po Arcykapłance z numerem trzy)

„Prawdopodobnie pogańska świątynia w Kildare została przejęta przez świętą kobietę z Fotharta (Faughart). Znaczyłoby to, że przejęła ona dla wiary chrześcijańskiej poprzedni kult związany z sanktuarium, łącznie z imieniem Brighid, które było zapewne tytułem noszonym przez tamtejszą Arcydruidkę.” 

Dziś nikt już dokładnie nie pamięta jak to było. Druidzi, ponoć, nie zapisywali swojej prawie magicznej i cudownej wiedzy na żadnym skrawku papieru. Dopiero potem chrześcijańscy księża z fragmentów przeróżnych, często zdumiewających opowieści, rozpisywali się na temat ich rzekomych szatańskich mocy. Z kapłanek i arcydruidek uczyniono zatem, wiedźmy i czarownice – spółkujące, już  nie z bogami, ale z samymi diabłami. I tak pozostało do dnia dzisiejszego.