Yule prawie jak Boże Narodzenie

Skąd się wzięło całe to nasze świętowanie. A przynajmniej skąd się mogło wziąć. Krótka wyprawa do korzeni czyli starych pogańskich tradycji, ceremonii i rytuałów.

W czasach starej religii, w noc przesilenia zimowego, jeszcze zanim na świecie zapanowało chrześcijaństwo, na świat przychodził rogaty bóg zrodzony z bogini dziewicy. Przy czym owa dziewica była kobietą z krwi i kości – kapłanką Wielkiej Bogini, która wierzyła, że w momencie dosłownego aktu seksualnego z mężczyzną, tak zwanego Wielkiego Rytuału, zwanego również Świętymi Godami, wciela się w nią sama Wielka Bogini, a mężczyzna, który z nią obcował miał być nierozpoznawalnym Bogiem Ziemi. Obydwoje w tym świętym związku Bóg z Boginią, Kobieta i Mężczyzna, nie istnieli jako ludzie, ale byli bogami. Na świat w noc przesilenia zimowego rodziło się dziecko z nieziemskiego ojca Boga i z kobiety dziewicy, właśnie w okolicach naszego Bożego Narodzenia. To święto nazywa się Yule. Stara religia i tradycja nakazywała ażeby bóg zrodzony w poprzednim roku poświęcił swe życie dla nowego rogatego boga syna, zgodnie z naturalnymi cyklami przyrody. Ale to już opowieść dla innej pory roku.