Studiując karty i wsłuchując się w duchy

Obraz pochodzi ze strony Ciro Marchetti. Kliknij w obraz.

Czyli o karmicznych więzach i egregorach

Tarot – bliżej nie określony system obrazkowy, skarbnica symboli i elementarz każdego początkującego alchemika. A w opinii publicznej, zbiór kolorowych obrazków, z których się wróży i manipuluje ludźmi – robiąc im wodę z mózgu, za sto ileś złociszy. I to się zgadza. Bo jedni rozumieją co się do nich mówi, a inni, potrzebują lekarstwa prozacopodobnego, i żaden terapeuta, ksiądz, ani tarot, im nie pomoże, a wyłącznie zrobi wodę z mózgu. Nie którzy widzą w tarocie, magię, boga, głos ducha świętego, Thota, albo Izydy, a inni, pomocny zestaw, do wspinaczki po Drzewie Życia, a jeszcze inni, potrzebują kart, do pracy nad psychiką, nad sobą i własną duchowością. Są również i tacy, co doszukują się w tarocie, klucza do pradawnych tajemnic życia, śmierci i przekroczenia jej granic, w życiu po życiu. Tajemnic, które, być może, zakodowali dla nich, ich duchowi rodzice, mistrzowie z pradawnej: Atlantydy, Lemurii, albo, bogowie czy Obcy – Ufonauci.

Czy znaczy to, że gdy poraz pierwszy, weźmiesz tę magiczną talię do rąk i przekartkujesz obrazki, a one przemówią do ciebie w wewnętrznym głosie, to możesz poczuć się genetycznym czy duchowym – Lemurianinem, czy Atlantą – dzieckiem bogów?

Nie wykluczone. Nie wykluczone. Ja się tak czuję, od czasu, do czasu : – )

Karty tarota, przez wieki ulegały rozmaitym transformacjom, a na jego fundamentach, zrodziły się inne, bardziej „przyziemne” formy,  prostych kart z symbolami, przeważnie na potrzeby wróżbitów. Nowe karty, dostały nowe nazwy: Sybillińskie, Cygańskie, Lenormand ( od nazwiska francuskiej wróżbiarki) i bardzo lekkostrawną symbolikę:  koniczynę, psa, dziecko, kosę. Hybrydy tarota, dobrze służą wszelkim przepowiedniom, są wprost idealne do zabawy w Halloween, czy w noc Andrzejkową. Ale nie są tarotem, a zaledwie jego namiastką. Tarot to wyjątkowa księga. Wszystkie kartki ma luzem, jest bez okładki i bez autora, trzyma się ją pudełku, albo w woreczku.  A jego kolejne rodziały trzeba wykuć na pamięć, aby potem latami wszystkie poczuć w praktyce. Karty cygańskie, czy inne karty z koniczynką, są od przepowiadania fatum. – Odejdzie, wróci,  będzie miał szczęście, urodzi dziecko, będzie miał wypadek, kłamie.

Tarot, opowiada o głębszych przyczynach zaistniałego problemu. Nie orzeka ostatecznych wyroków, a odsłania, tylko nie które fakty z życia, mogące przysłużyć się poprawie sytuacji, strapionego delikwenta;

–  Tak, mężczyzna o którego pani pyta, może mieć kochankę.

Ale snują dalszą historię, o przyczynach i skutkach, zaistniałego stanu, naprowadzają na głębsze przeanalizowanie problemu, podpowiadają rozwiązania i możliwe opcje wyboru, dla obu stron –  nie tylko dla tej, która przyszła po radę. Są więc karty tarota, niczym dobry, znający nas terapeuta. Radzą, podpowiadają, naprowadzają na źródło problemu, ale nigdy, nie ferują ostatecznych wyroków.

Karty zwykłe, to również tarot, tyle, że okrojony, z rycerzy i z kart atutowych. Które we francuskich wersjach gry w Taroka, produkowany jest wraz z dwudziestoma dwoma atutami, przedstawiającymi sceny z życia dawnej Francji. Karty runiczne ( nie mam na myśli znaków) też wyprodukowano, wzorując się na symbolice tarota.  Można zatem rzec, śmiało, że tarot, rządzi na ezoterycznych ścieżkach, tak jak katechizm w kościele KK. Z taką różnicą, że tarota powołali do życia, alchemicy, a katechizm KK, klerycy.

Kościół i świątynie, kontra, mały prywatny kościółek w pudełeczku

W kościołach odnajdujemy obrazy i alegorie, jakby żywcem przeniesione z talii tarota, czy może odwrotnie.

Pojawia się więc pytanie stare jak świat.

Kto był pierwszy, Bóg, czy nieskończoność ?

Jajo, czy kura?

Karty tarota, czy symbole w świątyniach ?

Odpowiedź zawarta jest w pytaniu. Wystarczy dobrze pomyśleć. Choć logiczniej byłoby sądzić, że najpierw ludzie namalowali małe rzeczy, a potem dopiero wybudowali kościoły.

Możliwe, że pierwsza talia tarota, to dzieło postępowego kleryka, albo jakiegoś genialnego artysty mistyka, który skomplikowane słowa Pisma Świętego, postanowił, uprościć,  do wersji obrazkowych, alegorycznych obrazów symbolicznych. Tak, żeby go nosić przy sobie, jak modlitewnik. Prywatny kieszonkowy kościółek w sakiewce.

Karty, to gra, to hazard. Życie i tarot, również są hazardem. Czemu by więc nie spróbować zagrać w tarota i nie poczekać na rozwój wypadków. Kto wygra, kto przegra, kto rozda wszystkie karty, i będzie wolny.  Jedno jest pewne. Nikt nie zostanie w ręku z Jokerem, bo to Zero, wykłada się bez problemów.  Niewidzialna ręka przeznaczenia, kierująca ludzkim życiem, rozdaje każdemu inne karty. Pewnie w zależności, od wyników, poprzedniej rozgrywki …

W tarocie jest tylko jeden Joker, w związku z tym, tylko raz w życiu moglibyśmy skorzystać,  z fortelu „nie wiedziałem co robię”, albo poudawania kogoś innego. Na szczęście Głupiec, krąży sobie z rąk, do rąk, i za jakiś czas, przy odrobinie szczęścia, wróci do nas, odebrany z drugiej ręki.

ps. zagraj w tarota, i sprawdź, co ci  się dostanie.

Każda z kart tarota, od 0 do 78,  tworzy pewien logicznie uporządkowany system. Który, jeśli przez jakiś czas nad nim popracować, przed każdym człowiekiem odkryje swoje prawidła. Bez względu na to, czy ten ktoś, będzie miał być, zdolnym wróżbitą, czy ciekawskim laikiem.  Tak samo jak ze studiami. Można sobie skończyć jakąś specjalizację, ale nie koniecznie się na niej znać, by potem pracować w wyuczonym zawodzie.

Czy w kartach tarota zaklęta jest jakaś magiczna moc ?

Nie jedna.

Po jakimś czasie, wszystkie przedmioty w naszym otoczeniu, przechodzą naszym „zapachem” nastrojem i czymś dobrym, albo odpychającym. Karty każdej wróżki, amatorki, czy specjalistki, przesiąkają jej: oczekiwaniami, lamentami, stresami, emocjami właściciela, podobnie jak babciny różaniec. W okół tych przedmiotów, wytwarza się pewnego rodzaju aura, pewien klimat i atmosfera, potocznie nazywana, energią. Która, albo cieszy, albo wywołuje mdłości.

Teraz będzie o duchach …

Mówi się –  „z duchem czasu” , co znaczy, że każda epoka, ma swojego ducha,  i wielu pomniejszych – duszków.

Są duchy, i są Egregory.

Egregor, to taki duchowy stwór i opiekun, niemalże każdej wspólnoty, nie tylko magicznej.

Mają swojego egregora ( ducha wspólnoty) wszystkie systemy, począwszy od rodziny, a skończywszy na partiach politycznych i zbiornikach kościelnych energii. Chyba nie ma człowieka, który by nie odczuł różnicy, pomiędzy byciem w kościele, i koszarach wojskowych. Poproście kogoś, żeby was tam zaprowadził z zamkniętymi oczami.

Ludzie posługujący się „magią” – medytujący z tarotem, posługujący astrologią, czy inną metodą wnikania w sprawy „nie z tego świata”, też posiadają swoje „monstrum”, takiego Golema, który po jakimś czasie, czy sobie tego życzą, czy nie, pojawia się przy nich, jak Dżin z lampy.

Egregor, to duch określonej zbiorowości, żyjący z przekonań i zainteresowań danej wspólnoty. Tarociści, również posiadają swojego ducha, który ich strzeże, i pilnuje.

A co, gdy mamy dość, naszego zawodu, praktyk reiki, medytacji z tarotem, zaklęć w świetle księżyca, życia według astrologicznego rozkładu jazdy, i odchodzimy ?

Żeby odejść musimy się odłączyć od ducha wspólnoty. A przypadek dezertera, który odchodzi, albo ucieka, ze wspólnoty, i pali, albo zakopuje w lesie swoje magiczne rekwizyty, może mieć z początku dla niego, fatalne skutki. Bo duchy wspólnot, nie tak chętnie oddają swoje owieczki innym pasterzom, i wcale nie są bezinteresowne.

Ba, my ludzie żywi, również nie jesteśmy bezinteresowni. Mordujemy żywe istoty. Wycinamy im, płucka, szynki i bekony, mordujemy świnki, żeby nakarmić się ich energią; białko, witaminki itd.. Szukamy usprawiedliwienia, w potrzebie przeżycia, w instynkcie przetrwania. Duchy też mają instynkt przerwania i chcą przeżyć, zajadając się naszą energią duchową i emocjami.  Przecież nikt z nas, w dzieciństwie nie popełnił, samobójstwa, ani potem, z powodu, smażenia cudzych zwłok na smalczyku, czy z powodu zajadania rzodkiewki ( ona też żywa). Halo – jeśli, nie będziesz jadł, to umrzesz człowieku. Wszystko jest okej, chodzimy do kościoła, modlimy się o długie życie, bez cierpienia, rozwijamy duchowo, i nadal,  wpier ( pik, pik) la,  kiełbasę i udka w sosie musztardowym i pomidory. Pewnie, że to ma sens. Bo jeśli pozostawimy na polu ziemniaki, to one, zgniją i umrą. Jeśli nie będziemy jeść świń, to i nie będzie potrzeby sztucznego powoływania ich do życia, a w lesie zostaną same dziki, które, po jakimś czasie padną śmiercią naturalną, a ich zwłoki, zje jakiś drapieżnik.  To samo tyczy się i nas, drodzy ludzie, my też pomrzemy, nawet jeśli nas duchy wcześniej, nie wykończą. Więc … nie ma się co się buntować, za bardzo. Dzielimy wspólne koło karmienia się sobą.

Tak samo jest z egregorem, czy duchem, one również chcą przeżyć, za wszelką cenę, jak my. Dlatego najpierw coś nam dają, jak my świniom kartofle, a krowom pastwisko, a potem z nas pobierają, albo zabijają. Pasą nas przepowiedniami, przypadkowym fartem, a potem pobierają. W najlepszym razie, wystarcza im mleko od krów, a w najgorszym pozbawiają nas życia.

A kiedy mamy ich dość i nie chcemy dalej współpracować.  Wtenczas, pomocny dotąd, „anioł stóż”  (dla świń to jest hodowca)  egregor, czy duch, może nas na prawdę zaskoczyć drugim obliczem, bestii. Doświadczyć siarczystymi, niepowodzeniami, chorobami i niefartem. Karać tak długo, póki zbuntowany, baran, owca, albo krowa, nie powrócą do stada.

Logiczne, że póki my żyjemy, karmimy duchy, a potem one karmią nas, w klejonych materialnych wcieleniach. I tak na okrągło.  Czasem łatwo to rozpoznać, bo wynika owo wspólne dokarmiania, z cech narodowych, czy rodzinnych, z obietnic i patriotyzmu:  „Nigdy cię nie opuszczę”,  „Za wolność, waszą i naszą” . Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że pewne talenta, przechodzą z pokolenia, na pokolenie.

Złość odrzuconych duchów może być, tak samo uzasadniona, jak ludzi, w stosunku do osób, które ich zdradzają, lekceważą i pozbawiają możliwości przeżycia.

Astrologicznie

Astrologicznie, kwestią egregorów i duchów zajmuje się dom 12 w horoskopie i znak Ryb. Chociaż duchy, potrafią ulokować się też w domu jedenastym, sektorze Wodnika. Domu naturalnie przyporządkowanemu wspólnym realizacjom, protektorom, przyjaciołom i naszym „plecom”. W domu dwunastym, zazwyczaj spotykamy duchy pokutujące, biadolące i ofiarne, złamane, wyizolowane, skazane na czyściec i oczekujące kolejnego wcielenia – jedną nogą tam, a jedną tu.. W sektorze 11, „przebywają”  duchy pełne ambicji, które, chętnie realizujące z naszą pomocą i własne niespełnione ambicje. Sposobu na „odczarowanie” karmy i możliwości uwolnienia, szukamy w domu ósmym i spoglądamy w kierunku aspektów,  Plutona i Marsa. Charakter „naszych”  rodowych duchów, łatwo odczytać z domu czwartego, w horoskopie, skąd, bierzemy swój początek, gdzie zapuściliśmy korzenie i skąd wyrastamy do nowego życia. Wyzwolenie ( jeśli takowe jest) odbywa się z pomocą domu ósmego, energii Plutona ( przymus), Jowisz ( dar łaski) i Saturna ( cierpliwość i konsekwencja), a kierunek drogi wskazuje nam, środek naszego nieba i południe. Jaki znak na szczycie nieba, taki kierunek uwolnienia. Choć bywa, że jest to, wzajemny układ karmiczny, zawierany z pokolenia na pokolenie, z duchami przodków, jeszcze, w życiu, przed życiem; Że one nam, a my, im. I tak w koło.