Moja teoria czasu i przestrzeni

Wiedza której ja nie mam i ty nie masz.

A jednak, jest coś szybszego od światła /badanie potwierdzone/

Mam na myśli wszystko co wiem i co mogę pojąć na temat współczesnej fizyki i elektroniki. Wszystkich tych medialnych elektronicznych bajerów, smartfonów, telefonów, kamer, trójwymiarów, aplikacji w iPhonie, z których korzystam, a nie wiem w jaki sposób to działa. Poza tym, że jak przycisnę odpowiedni guziczek, to coś, na wyświetlaczu, zrobi to, albo tamto.

Kto nadaje prawo do istnienia i działania tym bajerom?

Oczywiście, że sztab ludzi z laboratorium, przedstawiających się jako naukowcy.

Gdyby któryś z nich, postawił mi przed nosem zjawę, ducha i z pełną powagą przy pomocy różnych wzorów, mas, wag i cząsteczek, oświadczył publicznie, że duchy mają prawo istnieć na równi z promieniowaniem gamma, też bym w nie uwierzyła. Tak jak w działanie telefonu komórkowego i fale GSM, choć nigdy ich nie widziałam, w  satelity, nawigację i inne podobne cuda techniki.

Zawsze miałam pod górkę z fizyki i matmy. O ile tej drugiej, jeszcze byłam w stanie się nauczyć, o tyle z tą pierwszą zawsze czekała mnie droga krzyżowa. Stałam przy tablicy i absolutnie nie pojmowałam co tam jest napisane i czego się ode mnie  oczekuje. Wczytywałam się w ten wzór E=mc2 i ni w ząb, mój mózg nie chciał mi niczego podpowiedzieć. Ba, po latach postanowiłam się poprawić i  z większym zaangażowaniem wczytać w definicję prędkości. I choć czytam, że E, to energia spoczynkowa, a, m, to masa spoczynkowa, i, c, że to prędkość światła w próżni. To i tak mam problem.

Jak ja widzę taką definicję, od razu wiem, że fizyki nie pojmę, nigdy.

 E_0 = m c^{2}\,. Według tej koncepcji nazwa „masa” (bez przymiotnika) powinna być związana z niezmiennikiem relatywistycznym, nawet jeśli (w przeciwieństwie do poglądu Newtona) wielkość tak nazwana nie jest addytywna, i nie jest współczynnikiem proporcjonalności między prędkością i pędem (p nie równa się m0v)

Te wszystkie dziwaczne słowa; niezmiennikiem relatywistycznym, wielkością addytywna. Mam problem, żeby to dobrze przepisać, a co dopiero pojąć o co w tym chodzi …

Postanowiłam więc, nie podniecać się nowym odkryciem fizyki, że jakieś cząsteczki, o zupełnie mi nie znanej nazwie neutrino ( czy jakoś tak) przekroczyły właśnie, nieprzekraczalną prędkość światła. A to z kolei, całkowicie może odmienić współczesny świat fizyki i w ogóle nasze życie, a moje dzieci, będą się uczyły innych wzorów na prędkość. Możliwe, że wszechświat nie powstał, tak jak się do tej pory twierdziło, i możliwością staną się podróże w czasie itp.

Podróże w czasie. Zawsze fascynowała mnie taka możliwość, a zwłaszcza po obejrzeniu filmu pt. Wehikuł czasu.  Bohater był fizykiem, któremu udało się skonstruować, pojazd z dźwignią i zegarem, który po włączeniu, ustawieniu zegara i pociągnięciu za dźwignię, przemieszczał się w czasie. Podczas kiedy maszyna poruszała się w czasie, sam bohater, nie ruszał się z fotela, z tej pozycji obserwując zachodzące zjawiska. Podobnie jak my, przed telewizorami śledzimy akcję filmu. Z taką różnicą, że on mógł, zejść z fotela i umieścić się w akcji, a my jeszcze tego nie możemy.

Zdecydowanie nie jestem umysłem ścisłym, a bardziej filozoficznym. Co wbrew logice, wcale nie oznacza, że mam problemy z pojmowaniem, zjawisk fizycznych.  Obie te dziedziny wiedzy, na literę F,  prędzej czy później, zawsze łączą się w jedną.

Filozofia to nauka, o tym „co by było, gdyby było” – bardziej to myśl i próba wyjaśnienie zjawisk za pomocą przyczyn i skutków.  A fizyka, to nauka która za pomocą rożnych metod, sprawdza te przemyślenia w laboratorium.

Właśnie na naszych oczach dzieje się historia i spełnia owo połączenie, fizyki z filozofią.

Całkiem możliwe, że oto w niedalekiej przyszłości, marzenie, każdego chyba filozofa i fantasty, o możliwości podróżowania w czasie, spełni się z pomocą wnikliwych umysłów, sceptyków i badaczy.

Moja teoria prędkości i czasu

Ale powrócę do moich możliwości umysłowych, jako fizyka.

Otóż, jak czegoś nie mogę ogarnąć z pomocą zagmatwanych wzorów, liczb i miar, robię użytek z prostego rozumowania. W związku z tym wysnułam własne spostrzeżenia na temat prędkości szybszej od światła. Otóż energia w spoczynku, to mogę być ja i moje mięśnia w fotelu, przed telewizorem. Masa w spoczynku, to również, ja i moje ciało, w fotelu przed telewizorem. Natomiast prędkość światła, to obraz, który dociera  do mnie pod postacią światła, a jeszcze szybciej, od niego, porusza się moja myśl, która przetwarza informację, za nim strumień światła dotrze do mózgu. I to jest moja nowa teoria prędkości. Nie muszę się wcale ruszać z miejsca, żeby podróżować w czasie i przestrzeni. Mogę być wyłącznie obserwatorem, który przy pomocy myśli, kieruje, tym co się przed nim materializuje.  Przy czym, ja, nie muszę mieć świadomości, że tak się dzieje, ale mój umysł ma nad tym pełną kontrolę. Moja teoria czasu i prędkości, zakłada, że prędkości nie ma, i czas również jest iluzją. Jak Księżyc świecący na nocnym niebie.

Cały nasz Wszechświat może być taką właśnie cząsteczką w którą jesteśmy wprogramowani. Podczas, kiedy my, nie mamy o tym bladego pojęcia, ta cząsteczka podróżuje poza naszym wszechświatem z nami, z Księżycem i planetami, z prędkością nie osiągalną ludzkim rozumowaniem. W próżni.

Wszystko dzieje się jednocześnie w tym samym czasie. Ruch fizyczny jest ruchem pozornym, odbieranym przy pomocy pięciu zmysłów.

Przykład.

Jeśli znajdujemy się w samochodzie i jedziemy do cioci Stasi, będziemy tak jechać ileś tam godzin w odniesieniu do świata materialnego. Natomiast spoglądając na ten ruch z perspektywy cząsteczek bliskich masie zerowej, hipotetycznie, już znajdujemy się u cioci Stasi. I znajdujemy się jednocześnie, wszędzie tam dokąd zmierzamy i skąd przybywamy.

Cząsteczki bliskie masie zerowej, są szybsze od światła i prawie doganiają cząsteczki „atomów duszy”. Które na razie nie mają nazwy, ani nie mają masy. Istnieją jako fala, emitowana, poprzez ruch najmniejszych cząsteczek we wszechświecie, którymi, nie koniecznie są neutriny testowane w CERN-e.

Jeśli podróżowanie w czasie stanie się faktem. Może to oznaczać, że czas, jako taki, nie istnieje. A tworzona czasoprzestrzeń, jest iluzorycznym doświadczeniem fizycznym, umysłu, w każdym momencie,  jako nasza przyszłość, czy przeszłość. Może to również oznaczać, że jako istoty, nie posiadamy, ani przeszłości, ani też przyszłości, a jest ona efektem doświadczeń w danym momencie.

Czas, jest pojęciem względnym. A tak zwane czasoprzestrzenie, nie istnieją realnie, a bardzie „wirtualnie”. Są, a jednocześnie ich nie ma. Można je łączyć, można oddzielać i można opuszczać zajmowaną czasoprzestrzeń, żeby przenieść się do innej. . Można tworzyć archiwum i można go łączyć i przesyłać w inne miejsce, do innej przestrzeni. Przy czym przesyłane archiwum, nigdy nie zastąpi miejsca, już istniejącego archiwum, do którego go przesłaliśmy. To samo tyczy się podróży w czasoprzestrzeni. Owe przestrzenie i czasy mogą z siebie, czerpać wiedzę, a nawet się obserwować wzajemnie i wspomagać, czy eliminować. Nie mogą jednak stać się podmienioną wersją własnej przeszłości z obecnej czasoprzestrzeni. Światów, może być tyle, ile powstanie fal, w wyniku, ruchu, cząsteczki pozbawionej masy fizycznej. I każdy z nich może istnieć samodzielnie, jak i być powiązany z tym alternatywnie istniejącym.

Widzicie jakie to proste…