Żebracy, Pustelnicy. Zakon wirujących derwiszy

Kolejne saturniczne wakacje

Przy okazji pobytu w Turcji i tego, że tak zupełnie przypadkiem trafiłam do Konya, świętego miejsca Muzułmanów i zakonu wirujących derwiszów, zrobiłam sobie stację postojową przy ich myślach, życiu, filozofii i mistyce.

Derwisze, Sufi to tak na dobrą sprawę pustelnicy, żebracy, nędzarze nie posiadający niczego poza wiarą w jedność wszystkiego. I tak samo jak buddyści odrzucający wartości materialne jako coś cennego.

A twierdzą nawet, że posiadanie rzeczy materialnych, nagromadzenie ich i troska o nie, robi z człowieka autentycznego żebraka. Tylko nie posiadanie niczego i nie należenie do nikogo i niczego. Daje człowiekowi prawdziwą wolność.

Tak sobie głębiej przystanęłam nad tą myślą i pomyślałam, faktycznie, coś w tym jest, że czym więcej masz tym mniej wolny się stajesz. Bo, zależysz od tego, albo tamtego.

Ale nie mając nic z początku, również nie jesteś wolny, bo bezustannie pragniesz  wszystkiego co podsuwa ci świat. Po pierwsze z głodu, po drugie z samotności, po trzecie żeby nie być „niewidzialnym”, ale kochanym, ważnym, wartościowym i podziwianym. A jeśli to ci się nie udaje, wtedy zbaczasz na manowce.

Zwracasz na siebie uwagę większą nić gdy byłeś przyzwoitym i dobrym. Zachlewasz się w sztok, bijesz, pijesz, zdradzasz, doświadczasz, jak to jest być bogiem w ciele i demonem.

Będąc dla innego człowieka demonem, sprawisz, że on cierpi przez ciebie, stara się dla ciebie, poniża się przed tobą, zwraca uwagę. Jesteś w jego życiu Demonem, nie ważne. Ważne, że ktoś, albo, że coś, wypełnia pustkę w twej duszy.  Potem, za jakiś czas, czy prędko, czy przed setką, dopadnie cię twoja samotna dusza. Dopadniesz sam siebie, zostajesz sam z sobą – zdezorientowany. Szybkie życie w egoistycznym pędzie, w szale pożądania, zaskakuje starością i zdziwieniem;

– Jak to, to ja na prawdę jestem jak wszyscy przede mną, jak babcia i dziadek …

– Gdzie jest  moje ciało, co tyle mogło i zawsze chciało?

Więc, co mi po tym, albo po tamtym … teraz.

Nawet wtedy gdy w koło twego łóżka tańczą słodkie aniołki. Twoje dzieci, wnuki, albo inni ludzie. Zazwyczaj ci którzy wypełniali sobą i swoim cierpieniem, taką pustkę, już pomarli, albo zwyczajnie już im nie zależy na naszej przychylności, na majątku, na zdaniu – takim, czy innym komentarzu.

Być samemu, ze sobą.

Iluż to potrafi znosić bez zgorzknienia ….  A tu zmierzcha, a tu koniec ludzkiego dnia. Koniec życia. I późno, żeby odszukać coś z siebie, w zbolałym ciele poczuć do siebie miłość i uwielbienie.

Takiej starości się nienawidzi i stwarza piekło na ziemi, tym, którzy muszą przy niej warować.

Musi się oddać wszystko. Zdecydowanie prościej oddać wcześniej. Nie dosłownie, ale mentalnie.

Chodząc po tureckiej riwierze, w kostiumie i opalona, zwracałam na siebie uwagę, wielu przystojnych Turków. Nie którzy byli wręcz natarczywi. Super, jaka frajda i dowartościowanie. Mieścić się w grupie zainteresowania, tak pomiędzy 20-40, kobiet na które, ktoś tam jeszcze „leci”. Zwłaszcza w tych czasach.

I tak sobie wtedy pomyślałam. A co będzie z tego, z tobą, za lat dziesięć …, albo za 20 lat. Nawet jeśli moje ja, pozostanie takie samo, mnie już nie będzie, zniknę, stanę się jak spróchniałe drzewo, pajęczyna na wietrze, od której każdy się opędza. W takim razie, co się we mnie komuś podobało, załóżmy 20 lat temu. Czy ktoś mnie poznał, czy powierzchownie się o mnie otarł?

Gdyby faktycznie chodziło o mnie,  pozostało by tak na wieki, wieków amen.

Jesteśmy chodzącymi iluzjami. Oddalamy się od siebie prawdziwych, zatrzymując piekło pozorów.

A przecież każdy z nas pragnie bliskości, tego, żeby ktoś na prawdę zechciał go poznać. Poza widzialną formą, twarzą, oczyma, nogami itd.

Co komu po czyjeś aprobacie, albo jej braku. Czy ma to jakieś znaczenie, poza chwilowym wypełnieniem, tej bezdennej pustki. …

Prędzej czy później forma musi się rozpaść na kawałki. Ba, już się rozpada. Derwisze twierdzą, że sam strach przed stratą, jest piekłem. Piekłem jest i ogniem piekielnym pustka w duszy. Zgodnie i z naszym Hymnem o Miłości ; Ach gdybym mówił, językami ludzi i aniołów i posiadł wszystkie skarby świata i całą wiedzę, będę nikim, bez miłości.

Pytanie tylko, bez jakiej miłości? Męsko-damskiej, ludzkiej, matczynej, ojcowskiej, siostrzanej … Sądzę że chodzi o ten rodzaj miłości, która kochanie zaczyna od siebie samego ( nie mylić z pychą i egoizmem).

Jeśli kochasz siebie. Niczego ci nie braknie.

Nie odczujesz samotności, ani lęku, trwogi. Bo masz wiarę w swoje siły. Szacunek i odwagę żeby chcieć dla siebie jak najlepiej.  Nie wpierw dla innych, jak nas wyuczono, żeby im ulżyć w cierpieniu, a dopiero potem sobie.  A to z tej prostej przyczyny, że ślepy, ślepego patrzeć nie nauczy. Ba, kiedy tak jest, kochasz siebie, tego ze środka ( nie mylić z ciałem i ubraniem, nazwiskiem i stanowiskiem) wszystko w okół ciebie idealnie wibruje i układa się pomyślnie. Nie cierpisz i rzadko kiedy napotkasz na cierpiętników. Wirujesz po świecie, szczęśliwy, pośród innych ludzi, jak prawdziwy anioł, albo wirujący Derwisz 🙂

Brak rzeczy materialnych, to głód, to cierpienie fizyczne i autentyczny ból egzystencji, to śmierć.

Derwisz dąży do tego, żeby umrzeć jeszcze przed śmiercią i cieszy się z tego wyboru, którego dzieci w Somali nigdy nie miały. Chyba że w poprzednim wcieleniu, jeśli takowe istnieją.

Czy ktoś z ludzi na prawdę to potrafi, umrzeć, za nim, w wieku podeszłym zda sobie z tego sprawę, że w zasadzie nigdy nie miał żadnego wyboru.

Nie chcę się nikomu narażać, ale od dawna, coś urzeka mnie w nawoływaniu do muzułmańskiej modlitwy.

Śmiem twierdzić, że gdy słyszę tę modlitwę zawsze przystaję i tęsknie spoglądam w stronę meczetu, nie potrafiąc przejść obojętnie. Zamykam oczy i pogrążam się w niemej modlitwie.  Mam poczucie jedności z tą religią. Słysząc ją, czuję się jakbym pochodziła gdzieś z odległych wymiarów, albo galaktyk. Słysząc rodzime kościelne śpiewy, mam wrażenie, że zaraz zakopią mnie do grobu. Słuchając modlitwy islamu, że zaraz wzniosę się do nieba, ponad tę rzeczywistość.

Saturn tranzytuje mój ascendent. Tak wiem i czuję.

Saturn, Kronos, Pustelnik z lampą. Nawet taką jedną, niezwykłą udało mi się przywieść ze sobą z Kapadocji i już stoi na kominie.

Spoglądam na nią i myślę, jaka jest piękna.

Moja lampa

Natomiast (odłam islamu)  zakon wirujących derwiszów i filozofia niejakiego Mevlany, bardzo mnie urzekła, jak i ta suficka przypowieść.

Grzech i cnota

Swego czasu Mojżesz w drodze na Synaj spotkał pobożnego człowieka, który poprosił go, by przemówił za nim do Boga — bo choć przez całe życie modlił się do Niego, spotykały go wciąż same kłopoty i nieszczęścia.
Kilka kroków dalej prorok napotkał pijaka siedzącego przy drodze z bukłakiem słodkiego wina. I on poprosił go o wstawiennictwo u Pana.
Kiedy Mojżesz wstąpił na górę i rozmawiał z Bogiem o nich obydwu — sprawiedliwym i grzeszniku, Bóg oznajmił mu, że na tego pierwszego czeka już miejsce w niebie, zaś na drugiego, w najgorszym obwodzie piekła.
W drodze powrotnej zobaczył najpierw pijaka. Przekazał mu niepomyślne wieści, ale ku jego zaskoczeniu tamten wykrzyknął uszczęśliwiony:
— Bóg mówił o mnie? Nigdy bym się nie ośmielił myśleć, że poświęci mi choćby odrobinę uwagi! — tańczył przy tym z radości.
— Jakże jestem szczęśliwy — powiedział na koniec — że On, Stwórca i Władca Wszechświata, zna mnie, tak wielkiego grzesznika!
Potem prorok spotkał pobożnego i przekazał mu radosną nowinę.
— A czemuż by miało być inaczej — powiedział ów — całe życie spędziłem na oddawaniu czci Panu, cierpliwie znosiłem wszystko, co mi zsyłał, sądzę, że zasługuję na niebiosa!
W jakiś czas później obaj — pobożny i grzesznik — umarli. Mojżesz, ciekaw ich losów, udał się znów na górę Synaj i spytał o nich Boga.
— Cnotliwy jest w piekle, a pijak w niebie — powiedział Pan.
— Jak to, czyżby Stwórca nie dotrzymał obietnicy? — zdziwił się prorok.
Bóg mu odpowiedział:
— Widzisz, pijak, ten niecnota, tak się cieszył, słysząc, że zaledwie mówiliśmy o nim, że zmazał tym swoje przewiny. Zaś zasługi pobożnego, z powodu jego pychy, okazały się bezwartościowe. Nic go nie potrafiło ucieszyć na tym świecie — ani to, że świeci słońce, ani że pada deszcz!.

Reklamy