Rozstania. Powroty. Nostalgie /Puchary/

 Interpretacja Pucharów – piosenką

_

Tęsknota za tym co było, za domem rodzinnym, dzieciństwem, beztroską która przeminęła ( to jedna z wielu możliwych interpretacji dla czwórki, szóstki i piątki pucharów, ta akurat jest pod muzykę, tekst piosenki i teledysk- zobacz)

Piątka, Szóstka, Czwórka, Siódemka, Ósemka, Dziewiątka, Dziesiątka 

( wybaczcie, że nie po kolei)

Mowa więc o nostalgii za czasami dzieciństwa, za czasami beztroskiej młodości, za czasami pierwszych szlachetnych ideałów.

Wreszcie za tym miejscem w czasie i w przestrzeni naszego serca, gdy kochało się kogoś, po raz pierwszy raz w życiu, tak mocno i tak bezinteresownie i szlachetnie, że pozostało to w nas, pomimo upływu lat i zwie się teraz nostalgią.

Sześć pucharów – bezpieczny duży dom, podwórko z kolegami, braciszek i siostrzyczka, zabawa w ogródku.  Słodka i bezpieczna przystań w domu rodziców, ciepłe kapcioszki, miękka kołderka, smaczna zupa pomidorowa z kluskami ręcznej roboty. W dole karty stoją jeszcze poustawiane stabilnie cztery kwitnące puchary. Białe kwiaty z  nich wyrastające symbolizuję czystość,  młodzieńczą ufność i niewinność.

Piątka. Poczucie straty (kwiaty zgniły)

 Dzieciństwo się skończyło, koledzy z podwórka mają swoje miłości, pozakładali rodziny, mają dzieci, albo przenieśli swoje życia do internetu.  A ty nie wiesz co ze sobą zrobić. Gdzieś się zapodziałeś, coś straciłeś i nawet nie wiesz na którym zakręcie losu. Na drugim brzegu rzeki, widzisz stoi dom. To chyba twój dom rodzinny, jego fragmenty, bez dachu. Ruina.

Cztery puchary. Nostalgia, zrezygnowanie, nuda

Nostalgia za dzieciństwem, młodością, za tym co było, co przeminęło i nigdy nie powróci. Klasyka każdego tetryka. Czasem tęsknota za domem, a czasem za pierwszą, albo kolejnymi miłościami. Innym razem, za utraconą pozycją, urodą, awansem społecznym.

A tak na prawdę za samym sobą z tamtych lat, gdy się mogło szaleć ponad miarę.

A może za siostrzyczką i braciszkiem i ciepłem mamusinej kołderki.

Często to również karta spóźnionych podstarzałych kochasi,  którym objadły się już wszystkie miłosne przygody. Dlatego z nudów medytują nad miłością prawdziwą. ” Jest taka czy jej nie ma, oto jest pytanie”?

Wszystkiemu winna jest oczywiście nasza fantazja.

Jak miał wyglądać nasz świat ?

Ileż to marzeń i fantazji ma dorastający człowiek. Tyle co białych baranków na błękitnym niebie letnią porą … Trochę.

Postanawia więc zmierzyć się z marzeniami i jak Sindbad ruszyć po przygodę. Zostawić dzieciństwo, mamę, tatę, sprawdzone układy, a nawet kraj, czy miasto, przyjaźnie i miłości. I całą parą pójść w nieznane. Spoglądając na kartę i widząc te góry, od razu można się spodziewać, że lekko mu nie będzie …

Ale spokojnie każdy w swoim czasie, dotrze do ziemi obiecanej. Przynajmniej z raz w życiu. Na krócej, albo dłużej ( bo prawie nigdy na zawsze) ale, będzie przez jakiś czas syty, bezpieczny i zadowolony z życia.

Niestety pamięć ludzka to straszliwie kłamliwa bestyja.

– Że niby co, ja kiedyś byłem szczęśliwy, chyba w brzuchu matki i też nie.

– Weź nie opowiadaj głupot, przecież wiesz jak było znasz mnie od takiego, o takiego małego. Nigdy nie byłem szczęśliwy, nawet przez moment nie byłem”.

„Jakżem biegła przez grobelkę połknęłam jedną kropelkę, a jak biegłam przez dróżkę złamałam nóżkę” – zwierzenia pewnej kózki z bajki. Oczywiście koza łgała jak czort i nasz bohater również. Bo jak coś po drodze nie wyszło i się spaprało, to co mu pozostało … jak nie wylewać gorzkie żale nad złym losem.

W takich momentach, gdy dzieje się coś nie po naszej myśli, zawsze wracamy sercem do, pierwszych spraw, do początków. Do domu mamy i taty, na podwórko do pierwszych sympatii, pierwszej miłości, a jak nie możemy cofnąć czasu, to bodaj na naszą klasę się wraca.

Po tego, czy tamtego odgrzewanego kotleta.

Dlaczego po co, dla kogo to zrobiłem ?

Dlaczego odeszliśmy z domu rodziców.

Bo się starzeliśmy i wstyd było siedzieć ze starymi ? No pewnie, że tak.

Między innymi też. Ale nie tylko dlatego.

W kierunku nowego i nieznanego życia poprowadziła nas wszechmocna wyobraźnia.

Nie oszukujmy się, widzieliśmy nie jedno u swoich znajomych ( tych z reala).

Na przykład to, że małżeństwa naszych znajomych bywały różne.

Że, Jolka z podwórka wyszła za Zenka pijaka. A Kazik ożenił się z piękną Sylwią, ale ta po roku tak się roztyła i nie chciała się z nim kochać, a nawet gotować, że facet zaczął ją zdradzać.

W pewnym sensie ludzie na starcie w dorosłość, przypominają taterników.

Nie ważne, jak wysokie szczyty majaczą na horyzoncie.  Wyruszą tam,  jako pierwsi zwycięscy, a nie zwyciężeni.

A że, ten czy tamten spadł z tego szczytu, nie doszedł, przepadł na ośnieżonych szczytach. Trudno się mówi. Widocznie za mało miał oleju w głowie. Był po prostu głupi, bo nie zrobił tego, a tamtego, co my byśmy zrobili na jego miejscu .

Albo miał pecha, a my go nie mamy.

Czasem uda się komuś, za pierwszym, albo drugim, czy trzecim podejściem. A komuś innemu za setnym razem, na krótkie pięć minut i spadnie.

Wyobraźnia pcha nas po awanse, w kierunku stromych szczytów, a za miłością w rozległe przepastne mroczne lasy, góry i doliny. Za sławą na urwiste zbocze. itd.

Tak czy owak, zrobiliśmy to. Odbiliśmy z bezpiecznej przystani.  Nikt  nikogo siłą nie ożenił, za mąż nie wydał, ani na szczyt nie wpychał.

W kajdanach do do awansu w góry nie wlókł. Jeśli coś się odbyło wbrew nam, to wyłącznie, sami się z sobą siłowaliśmy i z rozsądkiem.

Zrobiliśmy co zrobiliśmy, obierając kierunek „cała na przód”, za burtą pozostawiliśmy stare i nie modne towarzystwo, a przed sobą ujrzeliśmy modne, nowe i nieznane horyzonty. Powód zawsze ten sam, od lat i nie zmienny. Ze starego do nowego, popycha nas w życiu ciekawość i potrzeba wolności.

W taki oto sposób wspólnie z kimś z poza starych (ojców), tworzymy nową rodzinę. Budujemy dom dla siebie, płodzimy potomstwo i sadzimy kwiaty we własnym ogródku, dla własnych dzieci, a przy okazji oczywiście i dla siebie.

Wreszcie czujemy się spełnieni, a spoglądając na drugą stronę rzeki, na dom rodziców i na jego żywy czerwony dach, czujemy się szczęśliwi i kochani. Co prawda ta chałupa za rzeką nie przypomina tego pałacu z wieżą strażniczą, który mamy we wspomnieniach z dzieciństwa. To jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że zawsze był to zwyczajny domek, tylko my patrzyliśmy na niego, jak na gród warowny, oczami małego dziecka.


Drugi etap, dzieciństwa, jest równie fajny ( ale nie beztroski)

i kończy się niestety inaczej …

Potem za sprawą dzieci i wnuków, poprzez to że dorastają przy nas, ponownie powracamy do krainy dzieciństwa, towarzysząc swoim pociechom w ich zabawach i przygodach. I fajnie, bo bezdzietnym szybciej się kończy czas dzieciństwa.

Marzymy o ich przyszłości. Moze mamy nadzieję, że w  nich nadrobimy własne braki. Skrycie pragniemy, żeby zrealizowały nasze nie zrealizowane marzenia. Do których spełnienia zabrakło nam wytrwałości, zdolności, możliwości, pilności, albo cnoty.

Ze smutkiem, a czasem z radością i satysfakcją spoglądamy na ich chęci usamodzielniania się i odejścia z domu. Wreszcie któregoś dnia wyprowadzają sie, a my zostajemy w gotowości i oczekiwaniu na ich powrót, z rodzinami.

W wygodnym szlafroczku siadamy sobie z założonymi rękami, za pełnym stołem, syci i radośni,  cieszymy się upragnioną wolnością. Otoczeni miłością bliskich, a być może i zasłużoną emeryturą, czujemy się bezpieczni i szczęśliwi. Mając wsparcie, a za plecami tyle nagromadzonej miłości, możemy czuć się szczęśliwi.

A dzieci, te nasze kochane wyrośnięte maleństwa , machają do nas z drugiej strony rzeki ze swojego podwórka zapraszającym gestem wołając nas do siebie – na grilla.

***

Potem niestety ziemska bajka dobiega końca i wracamy do domu ojca, który wychyla się do nas z tej kolorowej tęczy z obietnicą wiecznej uczty rodzinnej w niebie.

Reklamy