Boża ladacznica / Powieść biografia /


Dobra książka, zdecydowanie dobra autobiografia, ale nie dla każdego. To przejmująca historia kobiety która w dzieciństwie doświadczyła ogromu seksualnej przemocy i nie tylko.

Gwałci ją ojciec, milczy pobożna matka. Opowieść o leczeniu zranionej duszy, o poszukiwaniu dla siebie bezwarunkowej akceptacji i miłości która nie rani, nie upokarza i nie dusi. Bezpieczeństwa i spokoju z radości obcowania z samym sobą i z innymi. Czy to dużo, mało, wystarczająco, żeby stać się szczęśliwym człowiekiem, czy Carla znalazła to czego szukała, tu, a może tam, czy może jednak gdzieś w sobie i wyłącznie w sobie ?

Sprawdźcie sami, to dobra autobiograficzna analiza cudzego życia, które na dobrą sprawę , jest , albo mogłaby być życiem nie jednej z nas.

Kim jest twój oprawca „gwałt” zadający ból po zmroku. Co ze sobą zrobiłeś, żeby nie być jak on, gwałcicielem, albo godną pożałowania jego ofiara, matką, babcią. Czy w związku potrzebą wyparcia się tego i owego, nie pobiegłeś drogą jeszcze większej zgryzoty ?

Nie zaszkodzi przeczytać i sprawdzić.

Książka osobista relacja z życia dziewczyny, która w domu rodzinnym doświadczyła szczególnego rodzaju „miłości” od tatusia i obojętności od zahukanej mamusi. Nie pogodziła się z brakiem ojcowskiego „przepraszam”, choć twierdzi, że jest inaczej.  Zapewne pisząc o swoim życiu miała dobre intencje, nic tak przecież nie pomaga jak autoanaliza własnego życia, w zasadzie każdy człowiek powinien wysilić się na taką spowiedź, bo o tym między innymi jest ta książka. Nie wiem jak dziś ale w chwili jej dokańczania, tak mi się przynajmniej zdaje, wciąż czuła niewygojoną dziurą w sercu.

Czy w innym przypadku wybielała by potwora, wynosząc go do roli anioła z misją ?

Opowieść byłej zakonnicy, potem prostytutki, następnie żony dwóch mężczyzn i matki dwóch córek, mistyczki, terapeutki.

Autobiografia kogoś kto jak przynajmniej sam twierdzi wie jak odróżnić substytut miłości od oryginału.

Czytając o tej pani, łatwo pojąć, co znaczy siła genów w ludzkim losie, plus odpowiednie ich uprawianie. (Któż potrafiłby tego lepiej dokonać aniżeli sprawny ogrodnik, którym przy w klasztornych działkach, był jej ojciec pedofil ?)

Nie wydaje mi się, aby Karla potępiała ojca gdy odwiedzał ją nocami w jej pokoju, ale raczej z biegiem czasu zrozumiała, że to co z nią robi, jak ją kocha nocami, nie jest nienormalnym, a nawet nagannym zachowaniem. Matką gardziła, bo była bezwolną ofiarą ojca seksoholika, zawiodła się na ojcu, na ludziach w ogóle, postanowiła więc, że wstąpi do klasztoru, z misją godną piętnastolatki, oczyścić rodzinne brudy i siebie z grzechów ojca (tak to jest poświęcać się dla innych, zwłaszcza gdy nikt nas o to nie prosił)

A tam czekała na nią kontynuacja rodzinnej gehenny, może nie tak wprost wynaturzonej seksualnie, ale składającej się z nie mniej zakłamanych „ojców”, „matek” i „sióstr”.

W pewnych sensie, a może całym sensie swego istnienia, ta kobieta była misjonarką i znawczynią zarówno ciała jak ducha. Z niesamowitą wręcz zręcznością i wprawą dopieszczała, niedopieszczone męskie pragnienia, była dla nich zakonnicą, kapłanką, powiernicą, ladacznicą i terapeutką niosącą ulgę w ich najrozmaitszych problemach i erotycznych fantazjach nie do zrealizowania w małżeńskim stadle, chyba, że siłą, albo za cenę rozwodu.

Jako prostytutki nie zrażało jej absolutnie nic, ani choroby weneryczne, ani zbiorowe gwałty na niej popełniane, ani wóda lejąca się w jej intymne miejsce, między nogami, ani papieros gaszony na nagiej skórze, dla niej prawie tyle to, co grypa, katar czy podetknięcie się na ulicy.

Lekko opisuje swój debiut w najstarszym z zawodów świata. Wszystko odbyło się w jakiejś mało ekskluzywnej podmiejskiej agencji z prostytutkami czekającymi na okazję, poszła czekać wraz z nimi, tyle, że na swój pierwszy raz.

Z niejaką euforią wspomina dzień utraty wianuszka, zupełnie jakby wygrała na loterii, a nie straciła cnotę z jakimś nieznajomym z ulicy, nie pięknym i nie dość domytym.

Odłożyłam książkę na chwilę i się zadumałam nad jej psychiką, i pomyślałam o niej zgodnie z moim programem na życie, że ta kobieta to zwyczajna stara dziwka i taki męski pisuar, który z braku laku na starość, gdy za późno na dorabianie na tyłku, chce bodaj zarobić na tej publikacji.

Ohyda, która kobieta wpierw nie szuka uczucia, a czeka ażeby jej ktoś wsadził i to byle co, byle kto i nie ważne w jak perwersyjny sposób. Dopiero po przemyśleniu na nowo jej dzieciństwa, naszła mnie pokorna refleksja. Pomyślałam, dlaczego miałaby szukać czegoś innego, skoro taką miłość otrzymała na samym starcie, przyszedł ojciec, zrobił swoje i wyszedł.

Być może była to dla niej jedyna chwila na bliskość z drugim człowiekiem, od lat tłumiona, chwila na miłość, dotknięcie i „pokochanie”. Kontakt ciała, z ciałem,  splecenie w uścisku, może nadzieja na jakiś czulszy gest, odruchową pieszczotę ….

Nie dziwka, a kobieta naznaczona piętnem pedofilii i gwałtu, nauczona tylko jednego rodzaju miłości, szybkiej i bolesnej fizycznej penetracji.

Bycie dobrą prostytutką, to w istocie sprawa powołania, kwestia wrodzona. Problem w tym, ażeby się o tym naturalnie przekonać, bez upokarzań, gwałtów i przemocy.  Kobieta i prostytutka,  w pewnym sensie uzdrowicielka i wypełniacz pustki męskiego serca, jego starości, może samotności,  albo kalectwa, na które bez obrzydzenia nie spojrzy żadna dziewczyna, uwalnianie z kompleksów i zahamowań wypieranych przed żoną zdziczałych pragnień, albo na odwrót uleczanie zniewieściałych kompleksów, zdziecinniałych facetów, tkwiących przy cycusiu zaborczej mamuśki.

Jak bardzo niektórym facetom potrzebne są takie kobiety, które umieją zrozumieć ich grzeszną naturę, starość, kompleksy, słabości, brzydotę, albo kalectwo i głupotę, zaakceptować to wszystko z naturalną z czułością, wszystkie tkwiące w nich ułomności i fantazje, a wszystko to robić zgodnie z przyrodzonym powołaniem. Kobieta anioł i bogini. Po lekturze tej książki, dla wszystkich pań z profesją starą jak świat, które z bezwzględną satysfakcją czerpaną z prostytucji przyjemność, a które leczą kompleksy chorych, albo starych facetów, wielki ukłon z mojej strony. Nie jedno małżeństwo, bez niej, Carli, być może by się rozpadło, kto wie ile dzieci doświadczyłoby od swych zboczonych ojców, seksualnej przemocy itd.

Dziś Carla jest terapeutką, pomaga innym kobietom uporać się z trudnymi wspomnieniami z dzieciństwa, niesie światełko pomocy zgwałconym i molestowanym erotycznie w inny sposób.

Nadal też od czasu do czasu, odwiedzają ją starzy klienci, dba o nich i pewnie, pomimo sędziwego wieku, zdarzy się, że poproszą Karlę,  o to i owo. Odwiedzają byłą kochankę, pomagają w obejściu,  z przestawianiem ciężkich mebli ogrodowych, pielęgnują ogródek i leczą jej samotność itd..

Z nieudawaną satysfakcją wspomina o nich i czule rozprawia, dumna z siebie, że ją szanują, że jej potrzebują, że zawsze może na nich liczyć, że jest i była wyjątkową kobietą w ich życiu, taką która jak dobre lekarstwo, współistniała obok żon i oficjalnych partnerek i nigdy nie miała ochoty aspirować do bycia żadną z nich.

Żoną już była, matką również, ale nie potrafiła odnaleźć się w roli ani jednej, ani drugiej ( obydwie córki zamieszkały z ojcami). Notabene, tak na „oko” jej mężowie to zwyczajni poukładania faceci, rozstała się z nimi na własną prośbę, bez wyraźnych powodów.

Dlaczego Carla stała się prostytutką, poczytajcie w komentarzu na końcu tego postu.

Przez jakiś czas jedna z córek pomieszkiwała wraz z matką, dopóki nie zaczęła rozumieć, co jej matka robi w piwnicy z tyloma facetami, a robiła wiele, o wiele więcej niż,  dla obu córek i mężów. Z tego też procederu nieźle się utrzymywała, wiodła życie nie tylko przyzwoite, ale i luksusowe, o czym z dumą wspomina.

Tak, czy owak, nie stała się jak jej matka, kombajnem do rodzenia dzieci i poniewierania, sama wybierała swój los, choćby równie okrutny jak jej matki,  to miała w nim to poczucie niezależności i samodzielności.

W końcu Karla Van Raay, to niezwykła osobowość, jak anioł, albo celtycka kapłanka, wszystko w jednym – sacrum i profanum – idealne połączenie.

Która kobieta jak ona, Carla, bez pretensji do losu, ogarnie tyle życiowych ról;  zakonnicy, prostytutki, żony, matki, mistyczki, terapeutki i pisarki ?

Bogata, silna, wytrwała i twórcza osobowość. I myślę,  że między innymi właśnie dlatego, napisała tę książkę o sobie, żeby samą siebie, zobaczyć w dobrych jasnych i silnych kolorach.

A propos jej życia zakonnego, tu muszę zakwestionować pewne przereklamowanie sprawą KK. Książka dobrze się sprzedała, w to nie wątpię i kto wie, może wyłącznie dlatego…

Wszystko co skandaliczne i zboczone, dziś bardzo dobrze się sprzedaje, jest popyt na sensacje i zaglądanie księżom pod sutannę.

Dla tych którzy,  jak ja,  z ciekawości przeczytają tę biografię, żeby dowiedzieć się jak straszne jest życie za murami klasztoru, i jak księża molestują młode nowicjuszki, albo dzieci na religii, napiszę, że się rozczarują.  Nie ma w tej relacji niczego, co wykraczałoby poza ramy znanych wszystkim kościelnych rygorów i dogmatów. Praktycznie ponad większa połowa z tej książki, jest o perypetiach nowicjuszki, zakonnicy, przymusowym poddaństwie, szorowaniu schodów, wyszywaniu ornatów, surowych siostrach i matkach przełożonych i innych sztywnych regułach życia zakonnego itd.

Jedyne co odbiega od reszty i wiele mówi o osobowości i potencjale samej autorki, jest wątek jej miłości lesbijskiej do pewnej zakonnicy, smutnej niespełnionej i bez wzajemności.

Reguły klasztorne o których pisze Carla, wspomina i w swojej biografii, siostra Emanuella, w; „Zwierzenia siostry Emanuelli”, albo „Mam sto lat i chciałabym wam powiedzieć”.  Zarówno jedna, jak i druga kobieta opisuje konfrontację ze ścisłymi regułami zakonnymi. Z taką jednak różnicą, że Emanuella  rozumie zasady i ma świadomość w jakim celu przebywa w klasztorze, a Carla się mota. Siostra Emmanuela, jak Carla,  nie ukrywa swych seksualnych słabości. Otwarcie, wprost o nich pisze i  przyznaje, że gdyby nie dobrowolne „uwięzienie” ciała w klasztorze, byłaby została prostytutką. Obydwie dziewczynki w dzieciństwie doświadczyły tragedii spowodowanej nagła utratą ojca. Ojciec Carli przestał nim być, gdy pewnej nocy wszedł do jej pokoju, a Emmanueli gdy na jej oczach ojciec utonął w morzu. W jednej chwili był, w następnej przestał istnieć. Prawda, że straszne?. Dla dziecka, zarówno jedno wydarzenie jak i drugie, choć oba zupełnie różne, były po prostu stratą taty..

Natomiast w jej życiu zakonnym, nie dostrzegłam żadnych specjalnych wykroczeń ze strony kościoła, poza obowiązującym w takich miejscach jak KK i inne urzędy, określonych reguł postępowania. Zakaz, nakaz, przywilej.

Ot, życie, w zakonie spowiedzi, klękania, modlenie, szorowanie schodów, praca nauczycielki, zero zarabiania przynajmniej w przypadku zakonnic, życie na czas, posty i wszech obecna wzajemna staropanieńska oschłość i dystans.

I tu się zgodzę z W. Cejrowskim, jak komuś nie pasuje, niech się wypisze, albo nie zapisuje.

Jeśli ktokolwiek ją tam ubezwłasnowolniał i okradał ją z jej ciężko zarobionych pieniędzy i talentów, to jej matka z ojcem, albo los i karman, nie zakon.

Oczywiste, że głównym źródłem wszelkiego cierpienia w jej życiu,  był ojciec pedofil i zakłamana, żyjąca z obłudą, zahukana matka..

Dlatego absolutnie jej nie potępiam, bo żeby móc to uczynić, musiałabym przejść się w jej „butach” i poznać jej słabości, cechy charakteru, ciało, mieć za ojca pedofila, obok taką matkę z katolicką moralnością, która nie chce wiedzieć, ani słyszeć, a jedynie dba o porządek i wypełnianie brzuchów itd..

Wnioski płynące z tej historii są stare jak sam świat. Nie można umknąć swojemu człowieczeństwu do żadnego „nieba” na ziemi, ani, nie ulegać od czasu do czasu naturalnym skłonnościom i pragnieniom ciała, nie da się ukryć się przed pokusami, perwersją, czy kompleksami z dzieciństwa w żadnym klasztorze i przyoblekając się w najdostojniejszą nawet sutannę.

Mało tego, śmiem twierdzić, że takie zamknięcie się przed światem, jest zwyczajnym tchórzostwem, kłamstwem i hipokryzją wobec tych,  którzy od tej pory będą „musieli” ciebie inaczej traktować, pozdrawiać w skłonach, całować po ręku, powiadać swoje grzechy i szanować bardziej, niż gdybyś zmierzył się z życiem, jak przeciętny człowiek i pozostał w swoim świeckim ubraniu do jego końca. Nie wiele jest takich zakonnic i zakonników, jak siostra Emmanuela, która potrafiła otwarcie mówić o swoich ludzkich słabościach.

I budzi się we mnie taki smutek, a nawet jakaś toksyczność, gdy czytam wiersz Carli skierowany do nieżyjącego już ojca ducha. Tak, ta kobieta po mimo wszystkich przejść i doświadczeń pozostała wyłącznie dzieckiem i to dzieckiem z bardzo zranionym sercem.

Do mojego ojca.
„Uwielbiałam cię jako dziecko
A Ty mnie ignorowałeś
Skrzywdziłeś mnie,
Robiłeś mi mnóstwo cudownych zabawek
I nauczyłeś mnie jak puszczać latawce,
Pokazałeś jak rosną rośliny
I jaka piękna jest pajęczyna z kroplami rosy i świcie,
Biłeś mnie
Byłam takim niepraktycznym dzieckiem
I samowolnym
Chcę ukryć swą niegodziwość
Dusiłeś mnie, żebym milczała
Wiedziałeś, że przerażone, zdezorientowane dziecko
Nie będzie mówić o twoich strasznych czynach
Rak odebrał ci siłę
I sporo arogancji
Przeprosiłeś
Chociaż nie bezpośrednio
W tych dniach, kiedy życie topniało
Umarłeś.

Przyszli zabrać twoje ciało;

Twoje ręce bezwładnie opadły,
Gdybym cię wtedy obraziła,
Te ręce nie mogłyby uderzyć.
Usta otwarte ku niebu żałośnie,
Nie powiedziały „Przepraszam Carlo”.
Ale usłyszałam „Kocham cię”
A teraz jesteś z Bogiem,
Który nie osądza.
Teraz rozumiesz.
Teraz rozumiem.
Robiłeś, co w twojej mocy,
I kochałeś.
Kochałeś, krzywdziłeś, nienawidziłeś,
Czułeś się winny.
Nigdy nie wyrosłeś ze smutku swoje dzieciństwa,
Pracowałeś ciężko,
Osądzałeś, broniłeś i zachorowałeś.
Teraz nie żyjesz,
Nic nie szkodzi.

Nic nie szkodzi, że kochałeś nie najlepiej

I, że nie spełniło to moich oczekiwań.

Nic nie szkodzi.
Jesteś teraz moim wyjątkowym aniołem.
Dziękuję ci ukochany TATO.”

Apel,

Do niektórych Ojców i niektórych „tatusiów”.

Miejcie się na baczności męska części społeczeństwa, leczcie się ze swoich zwyrodniałych popędów puki na to czas,  bo jeśli istnieje jakiś architekt bóg,  nie wsadził waszych dusz bez powodu, w ludzkie ciała, a nie w bydlęce, żebyście nie gwałcili własnych córek i synów.

Kolejnym razem, jeśli istnieje coś takiego jak reinkarnacja, może być wam dane ciało wedle słabości waszych, konia, byka albo świni wypasanej pod klasztorem.

Poniżej komentarz zamieszczony już jakiś czas temu na innym blogu i do innej notatki, ale nadal aktualny, więc go tu poniżej zamieszczam. Jest to próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego Carla nie chciała być jak jej matka, żoną i matką, a wolała pracę ekskluzywnej prostytutki.

Zapraszam.

„Boża Ladacznica”

( komentarz) Piszesz że; Z tego, co w recenzji wyczytałam, to ojciec, Carli zaczął być jej oprawcą już w wieku 3 lat i trwało to do 12 roku życia. Co się później dzieje, jest inną sprawą, tutaj można się sprzeczać

I właśnie o to chodzi – że zawsze znajdzie się ktoś kto na samym początku życia, w jakiś sposób zniechęci nas do naszych naturalnych skłonności, obrzydzi je i sprowadzi do patologii. I najczęściej jest to powód długoletniego błądzenia, szukania alternatywnych dróg, uniki, życie pod dyktando pozytywnej „normalności”.

Ojciec Carli był seksoholikiem, jego żona rodziła dzieci jedno za drugim, gwałcił ją nawet wtedy, gdy była ciężko chora, a do tego chętnie korzystał z burdeli i tam tracił większość zarobionych pieniędzy. Jest taki fragment w książce w którym Carla mówi do nie żyjącego ojca, o jego łajdactwach, szlajaniu się w burdelach, traceniu pieniędzy, licząc że on słyszy ją jako duch.

Robi mu wyrzuty o to że tracił pieniądze u kobiet takich jak ona, a jest w tym dosadna i okrutna. Paradoks. Myślę że ona chciała być jedną z prostytutek, właśnie dla ojca, każdy z klientów nim był, a jednocześnie Carla miała naturalne predyspozycje żeby być jak jej ojciec seksoholiczką. Widzisz Dorotko, Carla chciała i być może nadal chce uwierzyć że ojciec ją kochał że mu na niej zależało. Najpierw szukała ojca świętego i „normalnej” przykładnej rodziny w kościele, a gdy się rozczarowuje, … w burdelu ( salonie masażu pogłębionego)

Czy znalazła ? Carla żyje i myślę, że nadal szuka.

Trzeba przeczytać książkę żeby pojąć że ta kobieta pomimo wszystko psychicznie jest dzieckiem próbującym zasłużyć na męską miłość. Jej matka nie zasługiwała, ale prostytutki które robiły ojcu to czego nie chciała matka zasługiwały na tę uwagę a wraz z nimi i ona.

Carla po zerwaniu z zakonem wyszła za mąż za dobrego, spokojnego człowieka, urodziła mu córkę, ale nie potrafiła być żoną i matką. Odeszła od niego bez powodu. Córka została przy ojcu ( bo tak chciała), a potem jej druga córka z innego mężczyzny (kochanka Carli), również wolała zamieszkać z ojcem, niż z nią – nawet gdy ten ożenił się z inną kobietą niż matka. To wiele mówi o jej osobowości, jako kobiety.

W seksie nie istniało dla niej żadne tabu, wszystko było dopuszczalne i normalne – facet mógł być stary, chory, pryszczaty , pijany – być impotentem, wszystko chwyty dozwolone, była jak siostra miłosierdzia albo wprawny chirurg, przywracający sprawność chorym organom. Z tego co wywnioskowałam, była idealną prostytutką, szanowaną i bardzo docenianą przez swoich kochanków.

Dowartościowaną do tego stopnia, że gdy naszła ją starość i choroba, jej klienci nie opuścili Carlii w potrzebie, choć żonaci, opiekowali się nią i pomagali w domu i w gospodarstwie, bez zapłaty !

Według mnie, seks był dla niej jedynym znanym sposobem na miłość. Tak „kochał i wyróżniał” ją ojciec i tak w niej zostało. Paradoksalnie ona urodziła się prostytutką, uwielbiała życie w burdelu, pisze o tym z wielką pasją i niekłamaną radością.

Matka, przeciwnie kojarzyła się Carli z osobą wyzyskiwaną, nie kochaną, automatem do rodzenia dzieci, zimną, mechaniczną kobietą, która nie potrafiła odciągnąć uwagi swojego męża od sypialni swoich dzieci itd. Dlatego Carla postanowiła, sama wybierać, kiedy chce być zgwałcona.

Podejrzewam że w każdym kliencie podświadomie postrzegała ojca w burdelu. Czuła się lepsza od innych kobiet i matek, od których mężowie uciekają do niej, a może miała nadzieję że starając się zaspokoić wszystkie męskie zachcianki, ocali czyjeś dziecko przed molestowaniem ? W kilku końcowych fragmentach książki przyznaje się do tego, że nigdzie nie znalazła miłości której tam bardzo potrzebowała, poza pokochaniem i zrozumieniem samej siebie. Nie było tej miłości w kościele, w kręgach mistycznych i ezoterycznych, ani w burdelu ani w domu przy rodzicach, ani w małżeństwie, ani u psychologa, tam jedynie poszukiwano, a inni korzystali. Dlatego uznałam ją za w pełni doświadczoną osobowość. Nie powiem że jest szczęśliwa, ale zrozumiała kim jest, pojęła siebie na tle innych ludzi i ich potrzeb.

Na zakończenie stwierdziła, że każdego ze swoich klientów kochała ( tak to wyglądało – szczerze ją podziwiałam), każdy był dla niej smutnym przypadkiem człowieka samotnego niekochanego i nie umiejącego przyjąć miłości w lęku przed zaangażowaniem i osaczeniem.

Wielu z nich to życiowe niezguły, niebieskie ptaki i nieudacznicy. Ale Ona dawała tym mężczyznom „miłość” poczucie że komuś na nich zależy bez zobowiązań i oczekiwań i to było jej powołanie i na pewien sposób wrodzona potrzeba, ponieważ jak pisze odczuwała z tego powodu satysfakcję, przyjemność i zadowolenie . Napisała również, że nie żałuje, bycia prostytutką, bo bardziej służyła bogu jako ladacznica, niż jako zakonnica.

Nie wystarczy recenzja, to zawsze czyjś punkt widzenia, tak jak ten jest moim.

( moja krótka recenzja i wnioski, zachęcam do przeczytania- nie gruba książka)

Reklamy