Sen na jawie. Matrix

Mój prywatny Matrix

Historia prawdziwa

Miałam raz taki „sen”, który przyśnił mi się nie w łóżku, ani w ogóle podczas spania jak to powinno być ze snami, ale na środku bardzo ruchliwego supermarketu. Przez chwilę zatrzymał mi się film z życiem, a zamiast niego doświadczyłam jakiejś innej rzeczywistości, zupełnie nie śpiąc i nie umierając, ani nie słabnąc i nie upadając.

A zdarzyło mi się owo „zaśnięcie” na długo przed tym za nim ktokolwiek usłyszał o filmie Matrix, był grudzień, dziewiąty, rok 1998.

Prywatny Matrix

Jak co dnia po południu wyszłam do dużego supermarketu Piotr i Paweł obok domu, wtenczas chyba największego sklepu w mieście, w którym od rana do wieczora i w nocy ( całodobowy) panował duży ruch. Wyszłam z domu trochę z nudów, a trochę dla rozrywki, żeby przy okazji poprzeglądać książki i kupić gazetę z programem tv. i po świeży chleb wyszłam. Jak zwykle wzięłam z pod rozsuwanych drzwi wejściowych, zaraz obok monopolowego duży niebieski wózek – koszyk na zakupy i ruszyłam w stronę wejścia, wprost w kierunku „sezamu” możliwości i regałów z kolorowymi pudełkami. I tak gdzieś mijając trzecią, a czwartą kasę, z dwa metry przed obrotowym wejściem dla koszyków i na wprost stoiska z ciastami, praktycznie w jedynym możliwym przejściu dla wszystkich innych klientów, mój świat, ten z przed oczu i z ciała, wziął i się „wyłączył” – całkowicie. W jeden moment znikło wszystko kompletnie, totalnie i na czarno. Ale nie znikłam ja. Fizycznie niczego nie poczułam, nawet najmniejszej zapowiedzi stanu w którym za chwilę miałam się znaleźć, nie doświadczyłam żadnych objawòw zemdlenia czy słabości. Bo nie zasłabłam, ani nie zemdlałam, ale na chwilę chyba, umarłam. W ogóle nic nie poczułam, poza tym, że zamiast dalszego obrazu z siebie z oczu i ze sklepu, zapadłam się w całkowitą ciemność, poza tym sklepem.

Nie potrafię odpowiedzieć, w jaką ciemność zapadłam, ani ile czasu w niej trwałam, ale chyba dość, skoro zdążyłam nawet z „kimś” porozmawiać, usłyszeć swój i nie swój głos, jak mówi; – Przecież to wszystko było takie prawdziwe. To niemożliwe !? Byłam jednocześnie, sobą i nie sobą, co ze zdziwieniem zauważyłam i z jakiegoś powodu zrobiło mi się głupio, że się dałam nabrać „na życie”. W odpowiedzi usłyszałam przyjacielskie śmiechy, nie szydercze, nie wrogie i nie boskie, a zupełnie zwyczajne, ludzkie, chyba męskie, jakby na imprezie, albo podczas jakiejś zabawy w której ktoś za bardzo przejął się swoją rolą. „Głosy” były mi bliskie i dziwnie znajome, a związek z nimi jakby bardziej „prawdziwy” niż ten który zobaczyłam znów, zaraz za chwilę znajdując się na środku tego samego sklepu sama ze sobą z ludźmi obok, zupełnie nie zwracającymi na mnie uwagi ( więc cały cza szłam) z pustką w głowie, jak gdyby nigdy nic, ciało bez ducha? Boże drogi, omamy w blasku neonówek , na środku ruchliwego super marketu, w obecności krążących w okół mnie ludzi, bez związku z sytuacją. Żebym choć rozmyślała metafizycznie, prowadziła ze sobą jakiś dialog wewnętrzny, ale nie ja szłam z myślami o chlebie i gazecie. A tu ciach i zgasło moje życie, na środku sklepu i nikt nic nie zauważył. Nikt mnie popychał koszykiem w tyłek, choć zazwyczaj, szlak może trafić, tak pchają. A tu nic, zatrzymałam się na środku, przed samym wejściem i zero chamskich reakcji. Nic, tylko ciemność. To było coś, czego się nie da zapomnieć – sen na jawie, zatrzymanie w czasie, śmierć i życie poza życiem, a może przejściowy napad schizofrenii? Dopuszczam i taką ewentualność. Jestem człowiekiem, więc czemu nie miałabym zapaść na chwilową schizofrenię.

Kiedy znów ruszyłam, nie miałam zbyt wiele czasu na zastanawianie się co mi się właściwie przydarzyło, bo od tyłu już szturmowało mnie stado wózków. Pomiędzy wkładaniem do koszyka i przeglądaniem gazet, zaczęłam o tym rozmyślać. Nie bałam się, że właśnie przed chwilą umarłam, albo, że zaraz umrę. Umysł w mojej głowie wysilał się jak mógł, żeby sobie przypomnieć – jak to było ? Ale czym intensywniej nad tym pracował, tym mniej „widział”. W jego pamięci pozostała ta ciemność i głosy jakiś ludzi oraz pytanie które zadał. Cała reszta uciekała jak gdyby się kasowała i zapadała, żeby na zawsze zniknąć umysłowi z pamięci. Jeszcze przez jakiś czas próbowałam sobie odpowiedzieć na kilka pytań, pytałam też znajomych i rodzinę; – Do cholery, co mi się stało, do kogo mówiłam i dlaczego akurat to, a nie co innego ? Przez moment, wiem, z całą pewnością, że widziałam coś poza tą ciemnią, ale umysł pozostawił mi tylko tę ciemnię i pytania bez odpowiedzi.

– Przecież, to wszystko było takie prawdziwe. To niemożliwe ?!

Wszystko co mnie spotkało tamtego popołudnia w ruchliwym sklepie w centrum, mogę podsumować słowami; Wtedy wysiadłam, zatrzymałam się, umarłam na chwilę, albo miałam napad schizofrenii ? Też możliwe, czemu by nie 😉

A wszystko to na długo przed premierą pierwszej części słynnej trylogii; Matrix. A może bracia Wachowscy też miewali podobne „napady” w supermarketach albo w innych miejscach na ulicy i dlatego stworzyli takie postaci jak, Neo, Morfeusz, Kora, po prostu Matrix o ludziach, zawieszonych w czasie ?

Film zainteresował mnie po jakimś czasie od premiery, właśnie ze względu na ten „sen” co mi się przyśnił na środku sklepu. Kiedy po raz kolejny opowiadałam o swojej przygodzie, ktoś poradził mi aby go zobaczyć;

– Widziałaś Matrix ? Zapytał. – Nie. Odpowiedziałam. – To koniecznie obejrzyj.

Reklamy