Pachnidło

Stragan z rybami i koszmarny fetor na powitanie . „Kołyska ” utaplana w smrodzie rozkładających się ryb . W taki oto sposób, życie powitało Jana Baptystę Grenouille’a, seryjnego mordercę.

Matka rodziła go w sposób bardziej przypominający wydalanie, pozostawiając synka pośród psujący się i gnijących rybich odpadków. Malutkiego Jana Baptystę przywitał świat smrodu i odrażającego odoru.

On sam i resztki na które wydaliła go jego matka , to jakby część odchodów. Paradoksalnie to właśnie te okoliczności sprawiły, że chłopiec stanie się niezwykle “wrażliwym” człowiekiem. W normalnych warunkach, noworodek podświadomie zachowuje zapach matki, który potem zapamiętuje w pamięci, jako miłość . Tym co odnalazł i zapamiętał Jan Baptiste, było przeraźliwie silnym zapachem, smrodem rozkładających się rybich resztek.

Czego metaforą jest -” Pachnidło” ? Człowieka , jego świadomości , cielesności, zagubionej tożsamości i zapachu. Zapewne całemu procesowi towarzyszą kiepskie początki ; bieda , „sieroctwo” i dziecięca samotność, albo wręcz odwrotnie, rodzina z kochającymi; mamą i tatą dbającymi o swoje pociechy w jedyny znany sposób ; karmiąc , karcąc i krytykując . Mały człowiek bardziej niż siebie , czuje obce zapachy bynajmniej nie cudowne. Nie będąc świadomym, wszystkie bez wyjątku zdają się go zapraszać , kusić intrygować, ciekawić. Tak rozpoczyna się poszukiwanie własnej nierozpoznanej tożsamości. Zapach jest oczywistą przenośnią , dla wielu emocjonalnych i duchowych pragnień i doznań . Wszystko można określić zapachem. Gdy za kimś tęsknimy , staramy się wyłuszczyć z pamięci, nie tylko sam obraz i dotyk, ale i zapach. To on nadaje sens wszystkim „smakom”. Do póki pamiętamy zapach bliskiej osoby , nie jest nam obojętną . Brak zapachowych wspomnień , oznacza brak więzi .

Symboliczny Jan Baptista to niechciane, niekochane pozbawione miłości dziecko. Równie nie istotne w życiu społeczeństwa, jak i własnej rodziny . Mały Jan „wąchacz” , jest dla rówieśników i dorosłych nie zrozumiałym , izolowanym dziwadłem. Chłopiec zamyka się w sobie, przesiąkając i fascynując zapachami ulicy. Dusząc kompleksy i braki pokornie znosi przeznaczony los. Liczne zapachy są inspiracją dla budzącego się w nim zmysłowego pragnienia. Jan Baptista nie gardzi żadnym z nich. Wszystkie od smrodu, do luksusowego zapachu są dla niego wyjątkowo ciekawe. Zapach nie ma nazwy , to umysł człowieka nadaje mu znaczenia , smrodu bądź zapachu. Tak samo jest z Miłością i jej czarną krewną siostrą Nienawiścią .

... Metafora zapodzianego człowieczeństwa … ” Grenouille szedł nocą. Podobnie jak na początku swojej podróży omijał z dala miasta, unikał gościńców,o brzasku dnia kładł się spać, wieczorem wstawał i szedł dalej.(…)Nie tęsknił wcale do życia w jaskini. To doświadczenie należało już do przeszłości i okazało się nie do przeżycia. Podobnie jak inne doświadczenia, mianowicie doświadczenie życia między ludźmi. Tu i tam można było się udusić. (…)Od czasu do czasu sięgał do kieszeni i zaciskał rękę na małym szklanym flakoniku z pachnidłem. Flaszeczka była jeszcze prawie pełna. (…)

Gdyby tylko zechciał, mógłby w Paryżu rzucić na kolana nie dziesięć, ale sto tysięcy; albo przespacerować się po Wersalu, gdzie król ucałowałby jego stopy; wyperfumować liścik do papieża i objawić się jako nowy mesjasz (…) Gdyby tylko zechciał, mógłby to wszystko zrobić. Posiadał po temu środki. Dzierżył je w ręku. Miał w swych rękach moc większą niż moc pieniądza, moc strachu czy moc śmierci; niezwyciężoną moc wzbudzania ludzkiej miłości.

Ta moc zawodziła tylko w jednym punkcie; nie pozwalała mu poczuć samego siebie. I gdyby nawet za sprawą swojego pachnidła objawił się światu jako Bóg

– to jeżeli nie mógł poczuć sam siebie, a przeto nigdy nie wiedział kim jest, gwizdał na wszystko, gwizdał na świat, na samego siebie, na swoje pachnidło ”

Jan Baptista, nie szuka; on doznaje olśnienia z każdym nowym zapachem jego fascynacja wzrasta. Odkrywa świat z pełną wrażliwością i gamą budzących się w nim zmysłów. Jest mężczyzną w którym zmysł powonienia rozlał się, niczym odór na rybim straganie.

Jan Baptista szuka zapachu idealnego, pachnidła najlepszego , najdoskonalszego na świecie.

Doskonałe „pachnidło” powinno zawierać w sobie 13 nut zapachu , tak w swojej książce opisuje to Patrick Suskind . Według legendarnej formuły cztery pierwsze nuty stanowią zapach głowy- to pierwsze wrażenie. Kolejne cztery nuty stanowią zapach serca- to wrażenie, które pozostaje na dłużej. Cztery następne nuty to zapach bazowy- to wrażenie ponadczasowe, które się nie ulatnia.

Trzynasty składnik idealnego zapachu nigdy nie został odszyfrowany … (Cztery pierwsze nuty odnoszą się do cech ludzkiego umysłu, kolejne do uczuć i emocji, następne do wrodzonych predyspozycji , których nikt z nas nie ma mocy zmienić). Tymczasem Jan Baptiste jest nikim , on nie ma zapachu. Przynajmniej go nie czuje. Po wstępnych młodzieńczych, trudach życia niczym pustelnik wybiera się w góry , zaszywa w jaskini i izoluje się od świata z zapachami. Chłodna pieczara, samotność tylko na krótką chwilę uszczęśliwiają , co prawda bombardowanie zapachami ustępuje, lecz po wyjściu, doznaje szoku, uświadamiając sobie niewyczuwalność własnej woni. Zdruzgotany, wściekły na świat wraca z silnym postanowieniem zdobycia dla siebie wyjątkowego pachnidła . Zamierza do tego celu wykorzystać największy atut , doskonały “ nos”.


Pierwsza kobieta której zapach uczynił go obsesyjnym mordercą, to jego matka . Porzucając syna , spycha w nim obraz kobiecej miłości do przedmiotu. Pierwszą swoją ofiarę zabija przez przypadek, dziewczyna go fascynuje , a jej „zapach” zniewala i onieśmiela , jak pies wlecze się za nią ulicami. Gdy ją dusi, nie jest świadom siły z jaką jego dłoń zaciska się na jej ustach . Pierwsze „uczuciowo- węchowe” doznanie pozostaje w nim na zawsze. Każda następną kobietę morduje z premedytacją. Są zdobyczami wartymi utrwalenia w postaci “pachnidła” .

Jan Baptiste nie przejawia emocji , morduje jedną dziewczynę po drugiej. W rezultacie cel zostaje osiągnięty, zapachy wszystkich miesza w jedną idealną zapachową substancję . Od wieków kobieta i jej patronka Wenus , kojarzone były z miłością. Jej zapach, to metafora uczucia, ciepła , przytulenia, troski i bliskości. Jan Baptiste ma ją , zeskrobaną z ciał swoich ofiar w 12 flakonach. Przez cały ten czas on , nie szukał żywego uczucia, swoje ofiary traktował instrumentalnie jak kolejne produkty. Pragnął władzy jaką miłość roztacza nad ludźmi , a w rezultacie chwały; chciał imponować, szokować , kontrolować . Bo czymże jest zbiorowa orgia, wywołana kropelką pachnidła ? Biskup przytulający prostytutkę, dziewica w ramionach kata ? Miłość powierzchowna, zniekształcona, seks , prokreacja po której każdy budzi się i stara zapomnieć.

Jan Baptista zdobył „pachnidło” , a wraz z nim stracił złudzenia , jedyne co zdołał osiągnął to umiejętność wzbudzenia w innych chwilowej „miłości” i erotycznej żądzy.

Film i książka są jakby zwierciadłem, dla współczesnego świata; kogel-mogel miłosnego upojenia z dużą dawką , fałszywej moralności i zniekształconego sensu dla autentycznej miłości. Jan Baptiste będąc skazanym zbrodniarzem , w jednej chwili w oczach tłumu stał się aniołem miłości.

Dlaczego tak szybko zrezygnował z władzy, jaką dawało mu magiczne pachnidło, czemu nie wyruszył z nim na podbój świata ? Myślę, że doznał czegoś na kształt oświecenia, w jego na pozór pustym, nieczułym wnętrzu coś drgnęło . Wszystko co zobaczył, ukazało mu bezsens dotychczasowych zabiegów. Na krótką chwilę zmieniał zwyczaje innych ludzi, miejscowych oficjeli i sędziwego biskupa, dla siebie nadal pozostając nikim. Wszystko co posiadał, stanowiło jedynie namiastkę prawdziwej miłości zebranej z ciał pomordowanych kobiet. To czego pragnął i czego w dalszym nie miał , tkwiło wyizolowane obok, utrwalone w zamkniętej buteleczce, kropelka w kropelce, kobieta w kobiecie, podstępnie skradziona cudza wartość, pozostawiająca go równie samotnym i bezwonnym jak przed wielu laty. Na krótką chwilę przeniósł się myślami do pierwszej, przez przypadek uduszonej dziewczyny, zamknął oczy i marzył o jej czułości, miłości której nie potrafił przyjąć ani doświadczyć. Owa Wizja wywołała w nim chwilę wzruszenia, może żalu po kamiennym obliczu spłynęła łza .

Scena końcowa jest smutnym powrotem Jana Baptiste’a do smrodliwej scenerii rybnego targowiska . Tragiczny zwrot ku korzeniom . To w tym miejscu rozpoczyna się jego dramat i jego zbrodnia. Przez samo swoje zaistnienie, pierwszy krzyk , „uśmierca” pierwszą kobietę w życiu, zwyrodniałą karykaturę miłości; własną matkę . Reszta zdarzeń jest jedynie skutkiem owej zbrodni, pierwszej woni „rodzinnego domu”. Warto przemyśleć cytat ; ” Po owocach rozpoznacie …” ( kogo.. ?), albo ” Czym skorupka nasiąknie , tym na starość zapachnie ” . Trzynasty składnik idealnego zapachu, tajemny magiczny składnik, sekret trwałego pachnidła , to miłość. Esencja ukryta głęboko na dnie serca, własnego serca.

Książka warta przeczytania, a film obejrzenia , zwłaszcza ostatnia scena.

Zapewne istnieje niezliczona ilość morałów dla tej powieści i każda będzie równie dobra.

Moja jest następującaCzłowiek skazał na piekło siebie i drugiego człowieka , chcąc być dla niego „bogiem” (…)

Człowiek skazał na piekło siebie i drugiego człowieka czując się przy nim „nikim „

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,

a miłości bym nie miał,

stałbym się jak miedź brzęcząca

albo cymbał brzmiący(…)”

I List do Koryntian, 13.1-13.8

C o. n a. t e n . t e m a t . Słownik symboli ; W folklorze ale także w literaturze i sztuce , nos bywa często ukrytym symbolem penisa. W Malezji przedstawiano mężczyzn o dziobokształtnych nosach sięgających organów płciowych.

( notatka z archiwum 2006)