Bujda, a nie wolna wola

Nasze geny

Oglądam film i myślę, no nareszcie ktoś kto rozumie, że oprócz myśli i ducha mamy jeszcze ciało, i to nie całkiem swoje, a po trosze jak dzieło dr. Frankensteina, jesteśmy zlepkiem rożnych programów genetycznych i to od bardzo różnych ludzi. ( film w dalszej części)


Szukaj złotego środka w sobie, nie wychodź z siebie. Nie uciekaj. Najpierw ciało, a potem duch.

Przecież żadne złote myśli, ani codzienne mantrowanie afirmacji nie zmienią życiowego niedołęgi w zaradnego człowieka. Można poprawiać sobie własne życie, na miarę posiadanych talentów ( swojego prywatnego ziarna pszenicy, ikry węgorza), ale żadne cudze doświadczenia i słowa, których nie potrafimy zamienić we własne codzienne myślenie, nie staną się naszymi atutami.

Można powtarzać afirmacje, uczyć się ich na pamięć, studiować psychologię i kabałę, czytać złote myśli w kalendarzach, a i tak prędzej czy później nasza własna natura zwycięży je wszystkie i zastąpi, znajomym:

Ja nerwus, nadwrażliwiec, ja jęczydusza, maruda, hipochondryk, ale nie optymista.

Szukać złotego środka, ale nie ucieczki od siebie.

W życiu zdarzyć się może wszystko, a nawet to, że na drugą połowę życia mamy w programie „gen prezent”, samorozpakowujący się folder z napisem;

„optymizm po praprababci, rozpakować w wieku 38 lat gdy ożeni się z wesołą dziewczyną, albo szaleństwo, gdy ożeni się z tą panią ze zdjęcia powyżej”.

Istnieje niezliczona ilość i możliwość kombinacji w programie Nasze Geny.

Dlatego warto próbować i eksperymentować z wolną wolą, ale nie na siłę, posługujac się zwyczajnym egoizmem narzucanym innym ludziom, na przykład własnym dzieciom, którym jak nic spaprzemy życie, za które tak chętnie sami obwiniamy naszych rodziców.

Stop, czyje po kim ja mam

???

Geny określają to czy stać nas na zryw w kierunku pozytywnej zmiany, czy nie.

Jeśli coś jest nasze, to od zawsze było i będzie z nami w każdych okolicznościach, w bogactwie intelektualnym w ubóstwie i na pustyni, aż do końca życia, a potem wzbogaci źdźbło pszenicy.

„Dobrego knajpa nie zepsuje, złego kościół nie naprawi” ( przysłowie ludowe)

Kiedy skorzystać z tej jedynej szansy na wolną wolę ?

Czy zmiana środowiska na „lepsze”, bardziej twórcze, to zawsze sukces ?

Możemy się o tym przekonać na przykładzie z życia niektórych gwiazd, których zamiana bardziej rozczarowała niż uszczęśliwiła: Violetta Villas, M. Monroe, Elvis Presley, albo nasz M. Wiśniewski.

To bardziej niż prawdopodobne, że tak się stało właśnie na skutek dziedziczenia określonych programów w genach, które było o wiele silniejsze niż sama, chęć zmiany życia, twórczość, środowisko i odniesiony sukces.

A więc rada z filmu Kaballah, to lipa ?

Jeśli jakaś informacja w połowie jest faktem, a w połowie zaprzeczeniem tego faktu, to nie jest to dobra rada, ale dezorientacja.

Jest jak placebo, w lżejszych przypadkach może pomóc, a w poważnych, wpędzić do grobu.
Film zaczyna się i kończy znakiem zapytania, coś nam mówi, coś uświadamia, coś sugeruje, a nawet inspiruje, ażeby w ostateczności pozostawić nas z naszą „wolną wolą” i wyborem „lepszych przyjaciół” i ze znakiem zapytania w głowie.

„Lepszego” to znaczy jakiego ? Przystąpienia do grupy Kaballah, zakupem i przeczytaniem jej podręczników itd. ?

Czyli znów będzie to kwestią wyłącznie przeprogramowania genów?

Bo jeśli to geny kontrolują wszystką naszą osobowość i nie ma żadnej wolnej woli dla ciała, przekonań i naszych reakcji, to również umysł nie będzie się starał osiągnąć, tej zmiany, bo pozostaje przecież pod wpływem ciała i genów.

„Najpierw to co cielesne, a potem to co duchowe” ( Ewangelia)

Jest zbyt dużo „dobrych przyjaciół”, „dobrych środowisk” i ich przekonań z których mogłaby skorzystać nasza wolna wola.

Dobór odpowiednich przyjaciół jest wprost proporcjonalny do wrodzonych przekonań plus wtłoczonych aspiracji ( rodzina, znajomi, szkoła, media).

Jeśli ojciec miał aspiracje, choćby chybione i na wyrost i przy okazji zabijał w synu poczucie wartości, to syn również będzie miał aspiracje, żeby je ponownie odzyskać.

Przebierając i wybierając w różnych „dobrych środowiskach”.

Czy zmiana o której mowa w filmie dotyczy wyłącznie wybranej grupy „orłów” przez przypadek uwiezionych w kurnikach ? Czy wszystkich ludzi którzy mają dość swojego losu.

Zmiana środowiska, dobra lektura, twórcza praca, poprawi życie wyłącznie temu który ma w sobie wrodzone predyspozycje dla poczynienia zmian.

„Nie rzucaj swych pereł pomiędzy wieprze, bo je rozryją w ziemi, a ciebie pogryzą jak dzikie bestie”

Obojętnie w jak ciepłym i twórczym środowisku wychowamy własne czy cudze dzieci, nie w każdym przypadku odniesiemy sukces. Nawet przy bardzo dobrych chęciach i wielu staraniach. Winę ponoszą geny, które pracują niezależnie od warunków w jakiś wychowuje się dziecko. Środowisko może wpływać na ich siłę wyrazu, ale pod wpływem środowiska nie zmieni się ich potencjał.
A wystarczy jedna, dwie chwile nieopanowania, i …?

Ludzie są tylko ludźmi i bywa, że w chwilach złości powiedzą do siebie czasem odrobinę dużo więcej niż powinni.

– Pewnie masz to po twojej głupiej matce i ojcu nierobie.

W naszym „lepszym” towarzystwie, również wystarczy chwila zgrzytu, jakieś nieporozumienie i pada cios, za ciosem, a przy okazji słowa o których trudno zapomnieć.

Czasem wolimy wrócić do naszego swojskiego bajora, gdzie jesteśmy sobą i u siebie, niż się męczyć i tkwić w zimnej obcej  i płynącej wartkim nurtem rzece.

Gorzej gdy nie wiemy kim jesteśmy, czy rybą rzeczną, czy morską i pływamy tak od jednej wody do drugiej, męcząc się przy tym ogromnie.

Nasza „pszenica” w pewnym wieku, ma już w pełni ukształtowane ziarno, geny pracują na pełnych obrotach i jedyne co się z nimi będzie działo, to dojrzewanie.

Przy dobrej pogodzie, będzie z niego dobra mąka i różne smaczne wypieki, przy zbyt upalnym lecie ziarno szybko uschnie i stwardnieje, przy deszczowym, zgnije od ciągłych ulew.

Może zdarzyć się i klęska urodzaju i nasze talenta pomimo, że są talentami na zawsze pozostaną w stodole.

Nie ma złotej reguły na sukces i udane życie. Gdyby tak było, już dawno wszyscy bylibyśmy szczęśliwi, a nie tylko sprzedawcy złotych marzeń.

Uwierzcie mi oni też nie posiedli żadnego sekretu na „szczęście”, ale wyłącznie jak przyciągnąć do siebie najwięcej kasy.

Ale czy są szczęśliwi w swoich domach i rodzinach, żyjąc w stresie w napięciu, wciąż kombinując i manipulując, żeby nie wypaść z gry.

A skądże znowu, to co widzimy, to wyłącznie blask księżyca odbijającego się w bajorze i Lady GaGa.

Małe poletko, przy kiepskich warunkach wewnętrznych i zewnętrznych, mały chlebek.
Male poletko, przy dobrych warunkach zewnętrznych, większy chlebek i może kilka ciastek, ale nie piekarnia. Na nic się zda przesadzanie zboża pod koniec lipca, kiedy ziarno w kłosach pełne i zaczyna dojrzewać.

Zamiast Kaballah ponownie polecam film pt: Dzień Świstaka. ( znów i znów) albo Opowieść Wigilijną, bajkę o Kopciuszku, jest jeszcze kilka innych.

Facet z Dnia Świstaka, nigdzie się nie przesadzał, choć bardzo tego pragnał, tak samo jak Srouge, który wcale tego nie chciał i Kopciuszek który był bezbronnym dzieckiem. Wszystko przyszło do nich w odpowiednim czasie jak do Scrouga, Kopciuszka i Phila Connorsa.

Bywa że zmiana okoliczności życiowych na gorsze wpływa bardziej stymulująco na pozytywną zmianę świadomości, niż „wolna wola” i podejmowane działanie.

Zmiana środowiska, zmiana miejsca zamieszkania to chwilowe znieczulacze, narkotyk, dla w pełni już pracującego programu genów i środowiska, który możemy instalować gdzie tylko chcemy na Windowsie, czy Mackintoshu, ale zawsze będzie to ten sam program.

„I Salomon z próżnego nie naleje”. To prawda.

Na nic to mędrcowi dzielić się wiedzą z próżnym umysłem. Próżny umysł może zmienić towarzystwo, wzbogacić się w wiedzę i pieniądze, ale pusty pozostanie, bo poza swoimi zachciankami niczego nie wypełnia.

Wolna wola, to po prostu BYĆ SOBĄ w każdym momencie czasu, bez oceniania się za to kim się było. Każda zmiana w planie życia tym genetycznym i duchowym wymaga konfrontacji z życiem codziennym, krok po kroku. Czas odgrywa tu jakąś rolę, większą, mniejszą, ale nic nie dzieje się tak at hot.  Żeby móc się zrozumieć i zrealizować i być trwałą wartością dla siebie samych trzeba przejść w życiu różne cykle i przyjmować je jako twórcze w czasie: – Teraz jestem tym kim jestem, a kim będę za lat ileś …? Nie obiecuję, że tym samym człowiekiem. Ot cała magia.

Jeśli mamy w sobie genetyczny skarb, odpowiedni potencjał, to jak u Kopciuszka z bajki ( sama natura), albo u Scrougea z Opowieści Wigilijnej, wszystko w naszym życiu będzie miało swój sens.
Wolna wola, może jest u stwórcy, albo w całej złożoności systemu dziedziczenia ( do Scrouga przyszły duchy )

Ale nie u nas i nie pojedynczym człowieku.
Znamy zaledwie kilka osób z naszej rodziny, cofając się wstecz o te 200 lat wstecz, a co było przedtem, gdzie są dziś dzieci tych wszystkich kolejnych dzieci.

Nawet sobie nie zdajemy sprawy ilu członków z naszej rodziny tych z przed 200 lat, rozpierzchło się tu i ówdzie i nie mamy bladego pojęcia, że nasza bratnia dusza, spotkana na krańcu świata, to nasza rodzina. W końcu wszyscy jesteśmy rodzina, dalsza bliższa, ale jesteśmy spokrewnieni.

Wyobrażacie sobie ta taką ogromną sieć wspólnych genów ?

Wspólny potencjał w asie pucharów

Za nim rozpoczniecie zabudowę genów wieżowcami, jak Pałacu Kultury w Warszawie.

Radzę zaszaleć choć raz w życiu i skorzystać z pomocy dobrego astrologa. On nam coś nie coś wyjaśni i podpowie, a propos , czy mamy taką zmianę w programie na życie, czy raczej pusty dzban z którego i Salomon nie naleje.