Wschód słońca piąta rano. Boski ptak Żar

Skąd wzięła swój początek legenda o mitycznym ptaku Feniksie ? Bez wgłębiania się w wersję oficjalną, pragnę niniejszym zaprezentować własną;

Boski Ptak Żar

Dawno, dawno temu, tak dawno iż ludziom mogło się zdawać że żyją tylko przez jeden dzień. Złoty ptak frunął po niebie zamaszyście uderzając w powietrzu złotymi skrzydłami, przemierzając drogę z jednego krańca ziemi na drugi, aby u jej kresu zapaść się pod nią i skonać. Gdy ptak umarł, nie pozostało po nim nic, prócz milionów piór – małych iskierek na niebie i okrągłe blado błyszczące wspomnienie.

Po śmierci ptaka w ludzkim świecie nastał mrok, a za każdego drzewa i pagórka wyłaniał się strach o śmiertelnym obliczu. Człowiek czekał pewnie, aż mu się niebo na głowę zawali i nicość nie pochłonie, albo go nie rozszarpią jakieś nocne stwory, diabły, strzygi czy inne dzikie bestie złowieszczo połyskujące oczyskami w ciemnościach. Był to czas strachu, dla ślepego po zmroku gatunku ludzkiego.

I właśnie z tej jego ślepoty zrodziły się wszystkie złe istoty na tym i na tamtym świecie, byty straszliwe i złowieszcze, obległy świat. Gdy ptak, skonał w pożarze, narodziły się demony, szatany, czarty i inne strzygi.

Ludzie umierali nocą, albo tuż przed nastaniem świtu, kiedy było najtrudniej o nadzieję. A jeszcze inni prawie co przez dzikie bestie nie rozszarpani, tylko większej bojaźni i respektu przed ciemnościami nabierali. I byłby to koniec stada ludzkiego, gdyby nie owa jasna łuna co pojawiła się znienacka nad horyzontem, za sprawą hen nadlatującego z daleka, ptaka ognistego.

Ptak ten oślepiając biciem skrzydeł,  jak żyw, wzbijał się w niebiosa, oswobodzony ze szpon śmierci. Umarł i ożył, na oczach wszystkich, innym swe życie przynosząc i ocalenie w ciemności.

Wyrwany nicości ptak; Rok, ptak Żar, ptak Feniks, jak młody bóg, znów podrywał się do lotu, aby pomknąć w niebo, poszybować ze wschodu na zachód i rozproszyć ciemności.

I tak do dnia dzisiejszego, borykamy się z pewnością za dnia i niepewnością w nocy. Najgorsze nasze ludzkie zmory budzą się po zmroku, atakując ze zdwojoną siłą.

Dziś nad ranem, gdzieś w okolicach 03.30, po wschodniej stronie nieba można było obserwować jasno święcącą gwiazdę. Była nią nie pojedyncza gwiazda, ale koniunkcja Wenus i Księżyca. Kawałek dalej na wschód świecił Jowisz.

Nad ranem a dokładnie o godzinie 05.00 po mimo ciemnych rolet w oknach, obudził mnie dość mocny blask dochodzący do łóżka. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak mocne czerwone światło przeciska się przez szpary w roletach. Szybciutko uprałam się z aparatem, który jak na złość nie miał w sobie karty. I ciach, jedno zdjęcie; –  kurcze, źle, nie to ustawienie, ach, żeby nie te moskitiery, cholera, zaciemniają obraz. Zbiegłam na dół na balkon i znów ciach, ciach i w taki oto sposób mam na zdjęciach legendarnego Feniksa wznoszącego się ponad kościołem. O piątej nad ranem mógł mnie zbudzić przecież tylko taki cud 🙂

Zdjęcia z 31 maja 2011 godz piąta zero zero

Oko obiektywu widzi co chce, a człowiek odpowiednio do skojarzeń, interpretuje. Czy to krzyż, czy feniks, a może ... słońce o poranku odbite w zniekształconym świetle zaspanego oka, źle dostrojonego obiektywu w aparacie, okna i moskitiery ?

Cud o poranku. Nawet jeśli to tylko gra świateł i tańczącej o świcie wyobraźni. Anioł w aureoli wprost z nad kościoła schodzi na ziemię, aby mi powiedzieć; - Dzień dobry, dobrze jest wstać o piątej rano, prawda?