Czy to już koniec świata? Nie Rzym a Hiszpania

A zaczęło się od nietrafionej przepowiedni. Miał zatrząść się Rzym i to na tyle mocno żeby całkiem popaść w ruinę i zebrać żniwo w ofiarach z ludzi. Kto by tam wierzył przepowiedniom samouków.  Wszystko wyglądało na to, że przepowiednia Rafaele Bendandi – samouka zafascynowanego sejsmologią i astronomią się nie spełni, jak z resztą większość tzw. „pewniaków”.  Nawet współcześni astrologowie byli pewni, że ta przepowiednia jest chybiona. I faktycznie była.

Ale czy aby bardziej chybiona, niż prawdopodobieństwo pomyłki w prognozie astrologa?

Nie bardziej. Bo wszystko rozegrało się na tej samej płycie tektonicznej. Co znaczy, że zatrząsł się obszar o olbrzymim współczynniku prawdopodobieństwa katastrofy dla Rzymu, ale i dla Warszawy… Pan Rafaele Bendandi, miał „nosa”. Co i tak skończyło się jak to zwykle bywa z dokładnymi przepowiedniami. Jednego zaskoczyło ( Hiszpania), a innego wygłupiło (Rzym).

Nowoczesne społeczeństwa mocno już przywykły do opowieści z „mchu i paproci”, że co ileś tam lat „następuje koniec świata”. Tuż, tuż przed felernym rokiem niemal w tempie sprinterskim wzrasta sprzedaż publikacji pisanych na ten temat. A wszystko to bajki.

Bo Nostradamusowi chodziło o coś innego, bo kalendarz Majów, zważywszy na zmianę naszych kalendarzych w minionych wiekach, jest dziś nie aktualny.  Bo koniec świata już dawno nastąpił , tylko my automatycznie przeskoczyliśmy do alternatywnej równoległej rzeczywistości, wcale o tym nie wiedząc. Radio, telewizja no i internet, prześcigają się wręcz w wyznaczaniu kolejnych dat końca świata. Z różnych powodów. Najczęściej kasowych i politycznych, oczywiście.

Całkiem możliwe, że coś leci w kierunku ziemi, znaczy się jakaś olbrzymia asteroida, a możliwe że słońce wybuchnie, abo zgaśnie. Możliwe że przebiegunowuje się ziemia. Możliwe że nadlatują kosmici. Możliwe że wybuchnie trzecia wojna światowa. Możliwe że żyjemy w matriksie. Możliwe że Atlantydzi nadal żyją jako cywilizacja ukryci głęboko pod oceanem. Możliwe że zbliża się do naszej niebieskiej planety inna planeta która co ileś tysięcy lat wchodzi w kolizję z Ziemią. Możliwe, możliwe , możliwe. Ale na bank jedno jest pewne, że każdy z nas i to bez wyjątków, będzie mieć swój prywatny koniec świata jak nie teraz to potem, jak nie potem, to za ileś tam lat, ale nie dalej jak za około 100 lat, może poza stepami Mongolii, gdzie ludzie żyją wyjątkowo długo.

No tak, ktoś kiedyś powiedział że wszystko co niemożliwe jest możliwe i na odwrót. Więc możliwe że jakiś „koniec świata” nastąpi jeszcze przed naszym naturalnym zejściem i może być bardzo straszny i bardzo nie miły, ba przerażający. Ciekawe tylko który nasz koniec i jaki rodzaj śmierci, nie byłaby dla nas przerażającą wizją?

Zapewne większość powie; – We śnie.

Trzęsienie ziemi w Hiszpanii i astrologiczne niebo

Za dzisiejsze trzęsienie ziemi, oczywiście spoglądając okiem astrologii, odpowiadają pewne układy planet, zwanych pokoleniowymi i aspekty które utworzyły się pomiędzy nimi, a konkretnie chodzi o kwadratury i opozycje. Uran jest w znaku Barana ( już pisałam) i będzie tam przez kolejnych siedem lat.

Jak mi się zdaje przez ten czas jego energia zdąży nasz świat wywrócić do góry nogami, choć wcale nie koniecznie faktycznym „końcem świata”. Ingres Urana do znaku Barana powitał ziemian trzęsieniem ziemi w Japonii. Obecnie na niebie mamy dwie ciężkie kwadratury; Urana w ognistym znaku Barana, do Plutona ( Skorpion, a współwładca Mars) w znaku ziemskiego, wręcz „tektonicznego” skalistego ziemskiego  Koziorożca. Urana do dwóch karmicznych Węzłów księżycowych i opozycję Urana w Baranie do Saturna w znaku Wagi. Ponadto ów Saturn symbolizujący ze swej natury skały w tym i płyty tektoniczne ziemi, naturalny dyspozytor Koziorożca, stoi w opozycji do powyżej wspomnianego Urana w znaku Barana którym włada Mars, jednoczesny współwładca wraz z Plutonem, znaku Skorpiona i robi kwadraturę do tegoż Plutona właśnie w znaku Koziorożca.

Nie wygląda to dobrze.

Jest późno i sama gdy to piszę i łączę staram się nie pomylić jednej kwadratury z inną i czegoś nie poplątać. Ale faktycznie patrząc na astrologiczne niebo, nie jest dobrze. Planety pokoleniowe, losowe, odpowiedzialne za zbiorowe tragedie, albo zbiorowe „zmartwychwstania” znajdują się w trudnych aspektach i trudno tutaj pocieszać się, że będzie lepiej.

Niebo nad Hiszpanią, w przybliżeniu.

Według mojej oceny za postępującą zmianą klimatu, za trzęsieniami ziemi stoi „ręka ludzka” i jej ingerencja w naturę ziemi. Te wszystkie polityczno-inżynieryjne eksperymenty jak najbardziej mogą wyniszczyć wiele życia. A być może właśnie na naszych oczach „coś” nieopatrznie wymknęło się z pod kontroli. Wystarczy przypomnieć sobie o zeszłorocznym zdetonowaniu ładunków wybuchowych na Księżycu, podobno do celów badawczych, żeby zastanowić się, o co na prawdę mogło chodzić wtedy, a co się dzieje obecnie na ziemi. I czy jedno i drugie ma na nasz klimat jakiś wpływ?

Do owych kwadratur doszedł wczorajsza piękna koniunkcja planet w Baranie, piękna, bo utworzyło ją więcej niż dwie planety, a mianowicie; Merkury z Jowiszem, Wenus i luźniejszą z Eris i Marsem. Wszystkie wymienione planety ułożyły się prawie na jednej linii wraz z fikcyjnym ciałem niebieskim, Ciemnym Księżycem – Lilith.

Swoje dobre chwile i sprzyjające okazję na totalną zmianę życia, powinny wykorzystać przede wszystkim znaki trygonu ognistego, a przede wszystkim Barany !