Calineczka dla dorosłych

Zwą mnie Calineczką. Mieszkam na skraju małego lasku pośród drzew, przeróżnych kwiatów i śpiewu ptaków nad Szmaragdowym Oczkiem, małym leśnym potoczkiem .

A właściwie mieszkałam w tym przecudnym miejscu, zanim mnie z niego nie porwała, we śnie nie uprowadziła, zła niedobra Ropucha.
– Zapytacie, po co jej była taka maleńka dziewczynka – Calineczka ?
– Niewinne stworzonko mamusi ?
– Nie. ta stara żabia jędza nie chciała mnie pożreć.
– Ani nie musnęła mnie swym długim lepkim jęzorem, jedynie jak mnie niosła oblizywała się od czasu, do czasu i przypatrywała przymrożonym okiem, trzymając w mocno przybrudzonej kieszeni, żabiego fartucha.

– Ten zielony potwór porwał mnie wprost z rodzinnego domu, akurat gdy otulona ciepłą kołderką śniłam o Elfim księciu.

– Na przyszłą żonę mnie uprowadziła, o zgodę nie spytała !
– Dla swojego obślizgłego i źle wychowanego syna mnie taszczyła.
– Lenia i obiboka strasznego, co to na co dzień i od święta spacerował zupełnie nago, sypiał do południa z innymi żabami i zupełnie niemoralnie się prowadził.
– A do tego skąpy był jak złe licho i posiadał całe stadko dzieci i żabich żon, brudnych jak staw wokół jego domu, zbudowany z jednego liścia na środku mrocznego bagna.
To był najprawdziwszy koszmar, ledwie z życiem uszłam, tak mnie te wszystkie żabie żony wyczerpywały.
– Żoną Ropucha nie zostałam, udało mi się Żabsko „w pole” wyprowadzić i umknąć do Stuhektarowego lasu, rosnącego tuż nieopodal nadgniłego mokrego liścia, który przez czas jakiś, był moim więzieniem.
– Z pechami jest tak, że chodzą parami, więc i mnie to nie ominęło.
– Na leśnej ścieżce spotkałam jeszcze nie jedno podłe stworzenie; inne ropuchy, skorpiony i agresywne czarne jak smoła robaki ze szczypcami i błyszczące na zielono żuki.
– Te ostatnie, szczególnie mnie sobie upodobały.
– Biegłam co tchu, tak szybko żeby nikt mnie nie dopadł i na liść siłą nie zawlókł, albo kto inny do jakiejś pieczary z gromadą wiecznie kłócącej się owadziej rodziny siłą nie zaprosił.
– Taka się wtedy czułam mała i taka bezbronna.
– Że zupełnie drogę swą zgubiłam i znalazłam się w obcym lesie gdzie było okrutnie ciemno i strasznie zimno.
– Co ja przeżyłam ! – Przedzierałam się przez ogromnych rozmiarów trawę i zeszłoroczne liście, prawie do krwi stópki swe zdarłam i poobijałam kolanka, włosy całkiem mi się zmierzwiły od leśnej wilgoci.
– Aż którejś nocy, gdy na nocnym niebie zabrakło gwiazd, a księżyc mój opiekun i leśny przyjaciel, ukrył się za którąś z najczarniejszych chmur.
– O coś zawadziłam i nieopatrznie stoczyłam się do niewyobrażalnych rozmiarów, chyba na kilometr głębokiej dziury. – Leciałam i spadałam raz nogami w górę, a raz głową w dół, albo ruchem obrotowym, potem na powrót się obracałam, głową do góry i nogami na dół, aż mnie okrutnie zemdliło i całkiem zamroczyło.
– Ażeby u końca tego spadania uderzyć mym wątłym i zmęczonym ciałem o ziemię twardą jak kamień, na wprost drzwi, podziemnego domostwa.
– Ale jakie to były drzwi.
– Nie zwyczajne, o nie !
– Klamkę miały z najprawdziwszego złota i całe były z egzotycznego mahoniu, nigdy nie wiedziałam aby takie drzewo rosło w moim lesie i nawet wycieraczka pod drzwiami była z grubej włochatej i miękkiej wełny.
– Nie wiele się zastanawiając padłam na śmierć wycieńczona i złożyłam się lekko wraz ze swym udręczonym istnieniem i umęczonym ciałkiem … na dobre zasnęłam.
Reszta jest mniej ciekawa. Po jakimś kwadransie, wybudzono mnie nakarmiono i napojono ciepłą herbatką z pokrzywy. – Nie jadłam dużo, bo nie wypadało obżerać się na pierwszym spotkaniu !
– Ledwie zmieściłam jedno ziarenko pszenicy i na deser zdrową dojrzałą jagódkę, a już syta byłam, pełna i szczęśliwa.
– Na czas jakiś, żeby z głodu nie umrzeć zamieszkałam u Arcy Szacownego Pana Kreta i jego gospodyni Polnej Myszy. Lecz nie wiem i tu łzy napływają do mych oczu, jak długo wytrzymam z dala od ukochanych ogrodów, pachnących róż i ciepłego słońca – którego Kret znać nie chce i oglądać zakazuje .
– Strasznie się złości gdy opowiadam o blasku słońca przesuwającego się na tle jasnego przejrzystego błękitu i gdy opowiadam, jak tylko można najprzystępniej, ile pięknych gwiazd srebrzy się na granatowym nocnym niebie.
– Kret nie pojmuje co takiego urzeka mnie w zwyczajności słońca, które jemu służy do pomnażania bogactwa.
– Słońce po to świeci na niebie – żeby pszenica rosła i na krzewinkach dojrzewały soczyste jagody. – Uwierz mi z serca cię informuję . – Do niczego więcej nie służy niebo ani też słońce, a gwiazdy to już zupełnie pozbawione są jakiegokolwiek sensu, o ile w ogóle istnieją, poza twoją wyobraźnią.
– Tak przemawia Kret, co ranek i w każdy wieczór przed zaśnięciem.
– A ja, Calineczka, choć jestem bardzo malutka, mam wrażliwe serduszko. – Jestem artystyczną duszą. – Moja mama, ta pierwsza. – Była najprawdziwszą leśną Czarodziejką!
– Samodzielnie stwarzała magiczne ziarna i mnie z jednego z nich stworzyła ku radości gwiazd i nieba.
– Ale ja nie chcę być jak ona czarodziejką.
– Nie spędzę życia na produkowaniu w samotności magicznych ziaren dla starych i zgorzkniałych panien, rozwodników i starych kawalerów !
– Zaczekam na Elfiego Księcia. – Pojawi się, muszę w to tylko mocno uwierzyć.
– Wyczaruje dla mnie cud z baśni podaruje skrzydła i las pachnący słońcem, fiołkami i miłością.
– Cóż Kret, żyje po kreciemu, ślepy z wyroków losu, nie jego wina, ani moja że spadłam akurat do jego chaty. Kret nic nie widzi, ba, nawet nie ma pojęcia, że takowe magiczne ziarno i baśniowe światy w ogóle istnieją, o gwiazdach i księżycu nie wspominając.
– Niewidomy Kret popycha nosem, wszystko co akurat najbliżej niego, nigdy nie marzy i nie spogląda hen poza horyzont swojej nory, spichlerza i wypchanych worów.
– A najgorsze że ten ociemniały typ, mnie Calineczkę, posądza o ślepotę i bujanie w obłokach !
– Droga Calineczko. Mówi Kret.
– Wydoroślej podrośnij i zrób się nieco wyższa, może o cal w górę ?
– Mało masz w mych spichlerzach magicznych ziaren ?
– Jedz, przebieraj wybieraj, korzystaj i ciesz się, żeś właśnie tutaj spadła, pod drzwi mojej chatki.
– Jedz obficiej, a z bezbronnego maleństwa, wyrośniesz na prawdziwą i silną kobietę ! – Postaraj się, a może dostrzeżesz ile piękna spoczywa w mych piwnicach.
– Zobacz w nich wartość całego świata.
– Wystarczy, że zechcesz, jak ja, gdy przygarniając ciebie postanowiłem, nigdy nie zwracać uwagi na twój maleńki rozmiar.
Tarot Bogini Maat
( 2007 r notka archiwalna)
Reklamy