Bękart ze Stambułu


Dziś przyszedł z nową przyjaciółką – ładną i wpadającą w oko, pozbawioną jednak głębi. Nie powiedział jej wprawdzie że jest płytka, lecz w męskim gronie o takich kobietach mówiło się „zakąska” : Oczywiście żadne z niej główne danie, ale niezła przystawka (…)”

Co prawda te dwa fragmenty z książki Elif Safak pt. Bękart ze Stambułu, które przytaczam poniżej podkolorowane innym tłem, są zaledwie maleńkimi wycinkami  powieści adresowanej przede wszystkim do kobiet, w różnym wieku i z różnych środowisk i kultur i nie ma też się co dziwić, że kobieta, tak dobrze pisze o kobietach w końcu sama jest jedną z nich, a i bagaż życia pani Elif, zapewne ( czytając jej biografię) miała niewąski.


Jeszcze pewnie nie raz powrócę do fragmentów z tej powieści, bo jest sprawnie lekko i ciekawie napisana, wyjątkowo to kobieca literatura z elementami magii ( tarota, wróżb, szamanizmu i duchowości), zdrowego racjonalizmu i filozofii,  jak i wiary splecionej z ateizmem, ale najważniejsze że podczas czytania można całkowicie przenieść się w świat kobiet tych dużych dorosłych i tych malutkich, popatrzeć ich oczyma zidentyfikować się z ich światem który wbrew pozorom niczym się nie różni od naszego, pomimo dzielących nas kulturowych różnic i dziadków z inną fanatyczną patriotyczną pamięcią. Dodam, że wątek historyczno-polityczny nie zainteresował mnie jakoś szczególnie, choć na pewno na to zasługuje i jest jednym z tematów książki z powodu którego autorka otarła się nawet o proces w sądzie. Turcy pogniewali się na nią bo poruszyła w swojej powieści sprawy dla nich bolesne dotyczące gwałtu na Ormianach, a ja się cały czas zastawiam o co i za co się obrazili?  Czy może za to samo za co my Polacy obraziliśmy się na na Rosjan ? Fakty są faktami i cóż trzeba umieć je zaakceptować i żyć z nimi dalej, tak też do całej tej sprawy „obrazy” popełnionej przez autorkę w Bękarcie ze Stambułu … podszedł sąd i powództwo oddalono.

Zamiast Katynia wyczytujemy z książki o urazach turecko – ormiańskiego konfliktu z początku XX w. Brzmią te konflikty i uprzedzenia tak przekonywająco, że przyszło mi do głowy, że gdybym urodziła się w jednej z ormiańskich rodzin, to z zapartym tchem śledziłabym dziś inne wiadomości w telewizji, wczytywała się w inne teorie spiskowe i pielęgnowała inne urazy itd.
W tym samym  momencie poczułam się jakby lżejsza, wolniejsza, obiektywniejsza i pomyślałam – co cię u licha obchodzą, jakieś zapiekłe rany ? A jeśli już mają cię one obchodzić i poruszać emocjonalnie, to bez wyjątku wszystkie na całej kuli ziemskiej,  i tureckie i ormiańskie i …. i ….?
Dla mnie w tej książce ważne jest coś innego codzienne i zwyczajne życie kobiet, córek ich matek, ciotek i babć. Czytam tę książkę właśnie dlatego, że na swój sposób pomimo dzielących nas różnic kulturowych nie wiele nas dzieli jako zwykłych ludzi  i dlatego zacytuję wam drogie panie, dwa fragmenty z tej książki ( a może zachęcę do jej przeczytania), obydwa odnoszą się do tego w jaki sposób autorka książki zupełnie męskimi oczyma dokonuje obserwacji ( może samoobserwacji) i charakterystyki dwóch różnych kobiet, każda z nich to osobny książkowy przypadek, ale łączy ich coś cennego – kobieca uroda.
A jednak uroda to nie wszystko choć wydawałoby się że powinna być dla kobiety gwarancją sukcesu, a już uroda plus inteligencja stuprocentowym, ale jak się okazuje bardzo różnie z tym bywa.
Jaką więc być żeby na całe życie nie zostać wyłącznie tą „zakąską” podawaną przed głównym daniem, albo zbyt utalentowaną „aktorką” bez głównej roli. Chyba sobą, bez względu na wszystkie inne okoliczności i smutki, zawsze sobą.
Tak czy owak zawsze wygra prawdziwa natura i osobowość ( tak się dzieje w przypadku Armanusz), czasem mocno zakręcona, skomplikowana, a czasem po prostu jeszcze nie dość dojrzała.
Znam kogoś kto od dawna sprawia mi pewien problem, powiedzmy, że balansuje pomiędzy tymi dwoma skrajnościami i za boga nie mogę odgadnąć, czy ta kobieta jest zbyt „pusta”, czy zbyt „pełna”?  A może i jedno i drugie ..

Ciekawe czy autorka książki sama w swoim życiu odnalazła ten kompromis ?

A oto dwa fajne spostrzeżenia drogie panie i pewna wynikająca z nich lekcja.

” Dziś przyszedł z nową przyjaciółką – ładną i wpadającą w oko, pozbawioną jednak głębi. Nie powiedział jej wprawdzie że jest płytka, lecz w męskim gronie o takich kobietach mówiło się „zakąska”: oczywiście żadne z niej główne danie, ale niezła przystawka (…)”

i ……..

„Po pierwsze Armanusz była piękna, aż nazbyt piękna: proporcjonalnie zbudowana, o delikatnych rysach twarzy, falujących włosach koloru ciemnoblond, ogromnych szaroniebieskich oczach i ostrym nosie z lekkim garbkiem, który u innej dziewczyny mógłby się wydawać defektem, lecz ona dzięki niemu tylko sprawiała wrażenie pewnej siebie.
Ta fizyczna atrakcyjność w połączeniu z bystrym umysłem onieśmielała mężczyzn. Nie żeby woleli brzydule czy nie cenili inteligencji. Nie bardzo jednak wiedzieli, jak zaszufladkować Armanusz: czy zaliczyć ją do kobiet, z którymi pragnęli się przespać ( czyli ślicznotek), do tych, które prosili o radę ( czyli kumpelek), czy tych, z którymi w bliżej nieokreślonej przyszłości chcieliby się ożenić ( czyli potencjalnych narzeczonych).

A ponieważ była tak nadzwyczajne, że mogła zagrać wszystkie trzy role, nie dostawała żadnej ( …)”

Cóż można uczynić z tymi słowami „sugestiami”? Czy pani Elif Safak sama kiedyś nie bardzo wiedziała jak wpasować się gdzieś pośrodku tych dwóch kobiet, czy jest to wyłącznie jej pisarska obserwacja ?
Przyznam, że zainteresowanie przejrzałam jej zdjęcia w internecie, piękna kobieta i niewątpliwie inteligentna obserwatorka życia.

Reklamy