Akrobaci, Gustave Dore

Karty w sztuce

Jesteśmy skończeni jeśli chłopiec nie będzie mógł występować ze mną”

Powiedział Denesto.

Gustave Doré (1832-1883) - Les Saltimbanques (Entertainers), 1874

„Mówisz o nadziei, gdy spoglądasz w swoje karty” ?

” Kiedy spoglądam w karty mam więcej niż nadzieję dla nas, jest w nich kierownictwo dla nas, a my potrafimy być silni, żeby je móc zaakceptować. Karty mają w sobie głęboką mądrość, wszystko co trzeba zrobić to rozsupłać ich sekrety.

Ja to potrafię”.

Sienna mówi dużo, czyta karty, tasuje rozkłada i składa, żeby ponownie zapytać ich o radę, chce pozbyć się złych przeczuć, czarnych myśli które od rana krążą nad nią jak złowieszcze sępy i przybyły do niej nie wie skąd.

Nie chce martwić ukochanego, nie chce pozbawiać ich nadziei na życie i przetrwanie. Rozkłada karty kilkakrotnie i zapewnia Denesta, swojego męża, że głowa ich dziecka i podczas dzisiejszego występu będzie bezpieczna.

On garbi się w sobie, czuje ogromny ciężar odpowiedzialności jaki spoczywa na jego barkach.

Czy ma jej wierzyć ? Czy może ufać sekretom z jej kart. W jej oczach dostrzega chłód jakiś i niepokój, ale ta odwraca wzrok i nie patrzy więcej na niego.

„Ona ma niezwykły talent, który pozwala przejrzeć jej zasłonę iluzji, które życie tka dla nas.

” Dobrze, mój drogi, przeczytałam karty a one przepowiedzą nam, nasze fatum.”

On wzdycha i spuszcza wzrok na karty leżące u stóp jego żony.

” Bogini Fortuna może być z nami”.

Szemrze cichutko i przygotowuje się do czytania karcianych wyroków.

Każdego ranka powtarza swe pytanie o ich los ich synka, o jego bezpieczeństwo się pyta.

I każdego dnia ma nadzieję, że karty rozwieją jej niepokoje, we wróżbie i dobrej woli Bogini Fortuny pokłada wszystkie nadzieje.

__________________________________________

Dzień zaczął się jak każdy inny dla tej drobnej grupy wykonawców. Denesto rozciągnął się i ziewnął. Delikatnie dotknął ramienia śpiącej obok żony.

” Obudź się Sienna, już świt nad nami, pora wstawać”.

Ona rozzłoszczona, jeszcze mocniej naciągnęła kołdrę. Denesto z uwielbieniem popatrzył na nią, na jej długie czarne rzęsy opadające na różowe policzki, i hebanowe włosy niczym fale rozlewające się po poduszce.

Pomyślał;

„Jakaż ona piękna, moja żona”

” Trzeba nam wstawać”

Znów ja ponaglił, po chwili zachwytu nad jej urodą i miłością.

” Zwierzęta chcą jeść i pić i u mnie w brzuchu pustka „

Jego żona Sienna pochodziła z długiego królewskiego rodu Cyganów, w której przed nią wszystkie pokolenia kobiet posiadały dar jasnowidzenia. Sienna jego żona, nie była więc wyjątkiem. Ona spoglądała w karty i przepowiadała przyszłość i losy tych którzy wierzyli w jej talent. Dumę swojego dziedzictwa ona nosiła na głowie, małą złotą koronę, jako znak wyraz szacunku dla rodu z którego pochodziła.

Denesto wyśmiewał ją, choć i on przyznawał jej zdolności, a przepowiedziane przez nią wydarzenia z przeszłości, przerażały go.

Potrząsnął nią znowu, tym razem mocniej.

„Dobra, już wstaję, pewnie i dziecko już nie śpi”

Zerwali się wszyscy. Denesto pierwszy przyskoczył do dzbana z wodą, wlał do miski, żwawo ochlapał twarz, ona po nim, zanurzyła w niej ręce, delikatnie dotykając policzków i ramion. Szybko narzuciła na siebie swą co dzienną niebieską suknię i wnet w ich małym skromnym domu, przyczepie, czuć było już zapach poranka i gotującej się kaszy.

Mały chłopiec zaspany wyszedł zza zasłonki. ” Mama jestem głodny”

” Choć siadaj zaraz obok swego ojca, musisz się dobrze najeść, żeby mieć siłę chodzić po linie i robić te wszystkie fikołki”. Powiedział do syna Denesto.

Ona nie powiedziała nic, ale jej oczy były zimne. Sienna była nieszczęśliwa, że ich mały pięcioletni synek dzień w dzień musi chodzić po linie, robić coraz to trudniejsze i wciąż bardziej ryzykowniejsze akrobacje i fikołki. Ale cóż miała robić, czasy były ciężkie musieli jakoś żyć i przeżyć. Każdego dnia pytała się kart, a one wciąż na nowo, co ranek zapewniały, że jej dziecko będzie bezpieczne. I było.

Już sześć miesięcy byli w drodze, od miasta do miasta na rynkach z przedstawieniem. Tylko na taką pracę mieli pozwolenie. To były ciężki twarde czasy.

Denesto naprawdę nie miał żadnego talentu, budował ich przyszłość, używając do tego swojego synka jako linoskoczka.

Na samym początku prowadził on chłopca drogą prostą, po sznurze na wysokości dziesięciu stóp nad ziemią, potem do tego spektaklu dołączał wciąż to nowe akrobacje, fikołki i inne sztuczki. Podczas kiedy sam w przebraniu błazna tańczył pod liną, zabawiał zebraną publikę i zbierał datki. Bez syna paradującego na sznurze, nie miałby nic do roboty. Ale to właśnie jego błazeński talent odciągał ludzi od ich zajęć i zapełniał jego koszyk miedziakami.

Tego dnia Denesto uczył chłopca nowej sztuczki, daleko bardziej niebezpiecznej od poprzednich. Z oddali docierały do Sienny, krzyki chłopca i jego protesty.

„Ale Papa, I nie chcę zrobić tego. Jestem przestraszony.”

„Duży chłopiec taki jak ty i się przestraszył, nonsens. Możesz to zrobić, potrafisz, musimy ulepszyć przedstawienie, no dalej ruszaj się.”

„Tata, a dlaczego ty nie idziesz na tym wysokim drucie, tylko pozostajesz na ziemi?”

” Dość, już wystarczy ! Pójdziesz, bo tak ci każę . Jestem twoim ojcem.”

Krew Sienny wrzała gdy słuchała gdy mąż pcha dziecko na linie, coraz mocniej i mocniej. Wychylając się zza drzwi przyczepy, wrzasnęła do nich.

„Denesto, zostaw, chłopca w spokoju. On ma tylko pięć lat. Czy chcesz jego zabić ?”

„Oczywiście, że nic się nie stanie ! Wszystko będzie w porządku „odszczeknął się” .

Biorąc chłopca za rękę ponaglał go, zostawiając Siennę wpatrującą się nich z niepokojem .

„Poradzę się kart a zaraz poczuję się spokojniejsza”. Powiedziała miękko do siebie.

Jeszcze raz ostatni spróbowała pozbyć się złowieszczego uczucia, które wydawało się przejmować ją całą. To była dobra połowa godziny zanim ona przyszła do siebie, wyszła na zewnątrz i usiadła pod kamienną ścianą.

Nagle opadła na nią słaba jakaś, jakby każda kość w jej ciele była ciężarem. W rękach trzymała talię kart, ale coś zza pleców chroniło przed rozdawaniem ich.

Sienna nachyliła głowę ku górze i przyglądała się jasnemu błekitowi nieba. Co mogłoby się nie udać w takim pięknym dniu? Myślała ona, a jednak znów poczuła że coś złowieszczego zawisło w powietrzu.

Potasowała karty i rozłożyła je w pół okręgu. Odkryła dwie pierwsze i złapała głębszy oddech. Wtedy właśnie Denesto przybiegł do niej niosąc na rękach krwawiące dziecko.

„Jestem zmartwiony” Powiedział. Kładąc chłopca w jej rękach ….
______________________________________________________________________

„A więc dobrze mój drogi przeczytały karty, nam nasze fatum !”

Oddychając ciężko opuściła oczy w stronę kart rozsypanych pod jej stopami.

„Fortuna”, ta już nie będzie z nami” Wyszemrała miękko ….

„To przepowiada, że chłopiec już nie będzie chodził po linie. Jego siła życia słabnie i on tego nie przeżyje.”

Potoki łez wylewały się z jej oczu i płynęły w dół po policzkach. Ściskała i przytula chłopca bliżej do siebie do piersi. Biedna królowa Cyganka, jej szloch przechodził do jej warg.

Denesto wyciągnał ku niej dłonie.

„Nie dotykaj mnie!” . Strzeliła do niego lodowatym spojrzeniem.

„Co jeszcze mówią karty” ? Pyta On.

„Przepowiadają zmianę dla ciebie mój mężu. Mówią, że już nie będziesz błaznem i rozpoczniesz nowe życie.”

Chłopiec jęczy w jej rękach, a ona głaszcze go po jasnych włosach.

„Mama.”

„Tak, jestem tutaj z moim dzieckiem. Sza, mama jest tutaj.”

He, he kaszle chłopiec i strużki krwi spływają z kącików jego ust. Jego oddech staje się coraz cięższy.

„Moje dziecko, moje dziecko, to jest wszystek twój błąd!”. Wypluwa słowa w stronę Denesta.

Ciałem chłopca wstrząsa dreszcz, usta biorą jeden ostatni oddech, po czym bezwładny opada w jej rękach.
„Już nigdy”. Ona płaczę i przytula swoją twarz do jego miękkiego ciała i szlocha łzami zrozpaczonej matki.

” Jestem slaby”. Mówi on. Ona to wie, widziała w kartach.

Bierze jej dłoń w swoją. Sienna nie protestuje.