Karta pięciu monet żebracy

Bieda

Pięć monet w tarocie, nie tylko materialne ubóstwo

Karta z numerem Pięć, pentakle, monety, albo denary – żywioł ziemia, to co widzialne dla nas i innych.

Żebracy z pod kościoła, ludzie wyrzuceni poza nawias, biedni, nie chciani, nie kochani, odtrąceni, niewidzialni, ignorowani, z niskim poczuciem mniemania o sobie i utwierdzani, że tak jest, a pomimo to starający się o czyjeś względy, tkwiący w jednym miejscu, pod murami jakiejś cudzej świętości i nieprzychylnego im sacrum.


A w związku z tym pora, na kilka pytań?

Czy to twoje miejsce, twoje sacrum, wyznajesz te same poglądy co ci wewnątrz wspólnoty ?
Jak nie, to po kiego tam siedzisz ?
A może tkwisz tam ze swoim nowym dobrym projektem na przyszłość ( symbol dziecka w ramionach na karcie powyżej) z przyzwyczajenia do starych miejsc ?
Nie warto, nikt nie zaakceptuje ciebie innym, nowym, lepszym w tej szarej zbitej masie. Jeśli liczysz, że ogrzejesz się jedynie w blasku bijącym z okna ich świątyni, to jesteś w okropnym błędzie.
Najgorszą z możliwych, mówi o żebractwie, biedzie i ubóstwie osobistym, ale nie koniecznie pieniężnym. Czegoś nam bardzo brakuje, choć nie koniecznie jedzenia picia i odzienia, przechodzimy kryzys i nikt, absolutnie nikt nie chce poświęcić nam swojej uwagi.
Gardzą nami i naszymi pomysłami ( dziecko w ramionach)
Czy żebrak tkwiąc w tym miejscu, mógłby zmienić jakoś swoje położenie, może wstać i na chama wleźć do „kościoła” ?


Raczej nie, bo w oknach kościoła w których pali się światło zapewne jest pełno ludzi, wiedzą o nim, widzieli go jak wchodzili i wychodzili, ale nikogo los żebraka nie obchodzi, a może nawet udają, że go nie widzą, a tylko od czasu do czasu, rzucą mu jakiś marny grosz, na pocieszenie i dla własnej pysznej satysfakcji ?


Karta pięciu denarów, informuje, że w  otoczeniu dzieje się coś nie tak.
Człowiekowi brak ze strony środowiska potrzebnej akceptacji, po mimo tego zabiega o nią, stara się ją odzyskać,  albo pozyskać na nowo, może na inny sposób, ale zawsze z pozycji straceńca  (skazanego i gorszego).

Z odpowiedzią na takie starania, bywa bardzo różnie, gorsze, lepsze, ale zawsze ustawia na miejscu w którym , ktoś, kogoś po raz pierwszy poddał ocenie i klasyfikacji.
Pięć pentagramów, światło w oknie kamiennej konstrukcji, a obok, pod nim dwoje ludzi, mężczyzna zraniony w głowę, o kulach, bez prawej dłoni, za to z kijem i kobieta, siwa i stara.
Czy to matka i syn, przypadkowe, nieznajome osoby, a może tylko, jedna wewnętrzna istota, celowo rozdzielona na obrazku na dwie odrębne połowy, męską i żeńską?
Ona stara i doświadczona przez los i życie, on młody, ale raniony w głowę (umysł, źródło podjętych działań, inteligencja) i naruszający swoimi działaniami, obowiązujące, normy prawa obowiązujące we wspólnocie ( brak dłoni)
Padający śnieg leży w okół, jest zimno, strasznie i przygnębiająco, jedynie w tym oknie czuć, że istnieje jakaś inna rzeczywistość, dobra ciepła, chroniona.

Dlaczego pyta „kaczątko” ?


Czego nam brak, co musielibyśmy zrobić, żeby zasłużyć na uwagę i wpuszczenie do przysłowiowej świątyni ?
Czasami, żeby się o tym przekonać, wystarczy cofnąć się trochę w czasie o kilka lat, może dni albo miesięcy, a może nawet do lat szkolnych, rodzinnych, albo jakiegoś bliżej nieokreślonego, przeszłego, naszego początku.


cztery monety

Przed kartą z numerem pięć ( żebracy pod kościołem) jest karta bogacza, tego co zagarnia dla siebie całą pulę i na dodatek wcale się z tym nie kryje.


Gold dama, z wysoka spoglądać , słabość ludzka stara jak świat

Nic przeto dziwnego, że w pewnym gronie o mniejszych zasobach od naszych i nie koniecznie chodzi tu o pieniądze, odtrąca się takiego chwalipiętę, czuje do niego awers, może dystans, albo zwyczajnie, ludzką zazdrość.

Być może przed laty, jak i oni, cała ta „kościelna wspólnota” ruszaliście we wspólnym starcie, a tu masz, oni jeszcze nie dobiegli, a ty pogalopowałeś do przysłowiowej Patagonii.

Tego ci nie daruje nawet własna matka, a co dopiero obcy ludzie, albo koledzy z „naszej klasy” .
Pobiegłeś szybciej od innych, zmieniłeś dom, może poglądy, poprawiłeś swój wizerunek, finanse, dostałeś awans w pracy, założyłeś własna firmę.

Stara ferajna ci tego nie daruje, pora odejść. Stara wiara, nie chce cię widzieć – takim nowym, ładnym, zadbanym, bez raka, bez łysiny, bez kłopotów, mądrzejszego, odmienionego, bo pamięta czasy jak wspólnie żebraliście pod jednym wspólnym „kościołem”,  czymkolwiek ten przybytek był – symbolicznie. Szkołą, domem, czy dzieciakami z piaskownicy.
Ty się wyłamałeś.
I nikt się do ciebie już nie przekona, za późno na zmianę wizerunku. Bo, choćbyś znosił złote jajka, pisklęta przyjaźni się z nich nie wylęgną.

Jest na to jeden sposób. – stary, sprawdzony i działający.


Przesadź się, swoje drzewo i pomysły, nową postawę i całą tę inność – to jedyna rada.
Nie ma co tkwić,  pod wyschniętym badylem, gdy ten całkiem już wysechł i za chwilę się rozleci.

Pamiętacie podstawówkę i swoje miejsce w grupie ? Przywarło do ciebie jakieś przezwisko, jak tak, to nie ma zmiłowania.

Pora spojrzeć prawdzie w oczy.

Sytuacja jest, jak z tej karty. Choćbyś zrobił nie wiem co i tak pozostaniesz np. Maćkiem mazgajem, koniec i kropka. Próżny twój trud kolego, nawet po wielu latach nie da się zmienić pierwszego wrażenia, trzeba odejść, a nawet jak trzeba, to zmienić miasto, nazwisko, znajomych i adres internetowy.
A wtedy, być może w naszym kierunku wyciągną się błogosławione i dawno oczekiwane dłonie, jakiegoś nowego przyjaciela, nowej wspólnot zainteresowań, który poznaje nas dziś, bez jakiegoś wczoraj.
Tak więc, albo tkwimy, pod tym starym „kościołem”, podstawówką, liceum, albo zmieniamy dzielnicę, przechodzimy na inne wyznanie i podejmujemy terapeutyczną próbę identyfikacji z nowym środowiskiem. Może do świeckiej dzielnicy, aby innej ?

Może, coś się wtedy zmieni na lepsze?
A co, jeśli los z pełną premedytacją utwierdza nas w naszej dolinie, i cobyśmy nie robili, to i tak się nie przebijemy, nawet ze złotym jajem w ręku ? Może warto zrezygnować, albo coś o sobie przemyśleć, udać do psychologa i przestać zabiegać na siłę, coś co nam nie wychodzi i na co jak widać nie dano nam na razie przydziału z „góry”, albo nie umiemy tego robić.

Ludzie są wredni, choć mówią co innego i bardzo pamiętliwi, a zwłaszcza jak odskoczysz im za daleko, od peletonu !
Pora na zmianę, pora w drogę, bo jedyne czego się możecie po nich spodziewać, kaczuszkach w stawie, to wazelinady i uszczypliwości !

Na pewno znacie bajkę o Brzydkim Kaczątku, oto pod wami jeden z obrazków z tej bajki i kaczka która przemieniła się w łabędzia.
Tam poniżej, ten łabądek, to być może wy, na dziś. Wyrośnięci z kaczych piór. Nie macie się co dalej starać o względy szarych kaczek, które już na starcie, was ometkowały.

Kościół symbolicznie, jakaś wspólnota, grupa ludzi – miasto, szkoła, zgromadzenie o wspólnych zainteresowaniach, rodzina, przyjaciele, albo grupa internautów i wiele, wiele innych jeszcze.
Cyferka pięć, jest numerkiem, wskazującym na mobilizujący konflikt, np. wewnętrzny, pobudzenie, przez upokorzenie. Jak będziemy mieli dosyć złego traktowania, odpłyniemy na inne wody. Zawsze to jakaś nadzieja, choć smutno rozstawać się z jedyną „rodziną” jaką do tej pory mieliśmy.
Monety, to po prostu, jakaś fizyczna, namacalna wartość, choćby nasza własna. Poczucie wartości i uznania dla nas i naszych osiągnięć.
Dziecko, coś nowego, pomysł na nowe życie, jakiś projekt w powijakach, w tym przypadku, odrzucony, nieakceptowany przez nikogo poza nami. Może mowa o nas samych, zupełnie innych, nowych i bezradnych wobec tego co się w okół nas dzieje …

Karty z łabędziem w kaczym stawie, chyba nie trzeba nikomu rozkładać na symbole … wsio jasne. Kaczki to kaczki, wsiowe z podwórka, a łabędzie wiadomo, to królewskie ptaki, trzeba je wypuścić na publiczny widok, są do podziwiania, nie na pieczeń, ani nie na pasztet dla pospólstwa.

Ciro Marchetti

Jeszcze pewnie wrócę, nie jeden raz przy jakiejś okazji do tej karty, na teraz wystarczy.

W tarocie jeden obrazem może oznaczać setkę różnych spraw i spraweczek. To tylko jedna ze stron tej karty.
(Kary pochodzą ze strony Taroteka i Ciro Marchetti )


Reklamy